Jak przetrwać kwarantanne z dziećmi – komunikacja cz.1 – Burza emocji

To już prawie 3 tydzień zamknięcia szkół i wszędzie przewija się mnóstwo pomysłów, jak spędzać czas z dziećmi, jak prowadzić domowe laboratorium, jak pogodzić pracę zdalną z opieką nad maluchami, jak stworzyć z dzieckiem plan dnia. To zdecydowanie jest okres trudny dla rodziców, a szczególnie rodziców pracujących, ale wydaje mi się, że wszyscy próbują zabrać się do opieki nad dziećmi z drugiej strony. Co z tego, że stworzymy piękny plan dnia, przygotujemy gotowe do nauczania online biurko, Kretki będą świeciły w pudełku, a mąka ziemniaczana już będzie czekać na wieczorną zabawę, skoro dziecko nie będzie chciało brać w tym wszystkim udział? Albo się obrazi? Albo będzie wolało zostać przed telewizorem? Odkrzyknie, że przecież są “koronaferie” i nie będzie robić żadnych lekcji?

W tym wpisie chciałabym podzielić się z wami wiedzą i doświadczeniem, jak rozmawiać z dziećmi, żeby współpracować, a nie dyrygować. Zaproponuję kilka ćwiczeń i opiszę kilka metod, dzięki którym dzieci nie tylko słuchają, ale i same znajdują rozwiązania, opowiadają szczegóły i radzą sobie z trudnymi emocjami. Rodzic powinien być bezpieczną bazą, w której mały człowiek znajduje pocieszenie, ale nie zawsze udaje nam się odpowiednio zareagować. Pracowałam z dziećmi w wieku od 3 do 16 lat, jako opiekunka lub wolontariusz, na szkoleniach, czy w trakcie prowadzenia drużyny harcerskiej i miałam nie jedną wpadkę, ale też wyciągnęłam wiele lekcji i szukałam rad w wielu cudownych książkach i warsztatach (listę moich polecajek rozwojowych w tym temacie znajdziecie na końcu wpisu). Pozwólcie więc, że porozmawiamy o rozmawianiu.

Na początku było słowo. Rozdzieliło ziemię od wód, stworzyło zwierzęta i inne cudowności. Tak samo w rodzinie i nie tylko, budowanie bliskości i więzi opiera się na słowach. Jeśli używamy słów ostrych, brzydkich i twardych, taką też zbudujemy relację, a gdy stosujemy język empatii, zrozumienia i bliskości na relacji też się to odbije. Tylko jak, skoro całą wiedzę z tego, jak odzywać się do dziecka, wynosimy z domu? Nawet w bajkach i filmach animowanych rodzice są nagminnie pomijani albo ich nie ma, albo giną (wystarczy się przyjrzeć bajką Disneya. Ile księżniczek miało rodziców? Chociażby świeżo — Kraina Lodu?). Naturalne jest to, że w pierwszej kolejności sięgamy, po to, co znamy, ale jeśli to nie skutkuje, warto zrobić krok naprzód i poszukać alternatyw. Tutaj chcę podzielić się z wami jedną z nich. Empatycznym zrozumieniem.

Zacznijmy od fundamentów, czyli reakcji wszystkim dobrze znanym. Gdy przychodzi nam zmierzyć się ze złym humorem albo zachowaniem, nie tylko dziecka, ale też dorosłych zazwyczaj sięgamy po jedną z poniższych metod. Dla ułatwienia podajmy przykład i od razu przeprowadźmy ćwiczenie (na razie w rolach sami dorośli).

Wyobraź sobie, że za tobą ciężki dzień. Koleżanka z pracy się pochorowała i jej zlecenia spadły na Ciebie. Oczywiście, wszystkie na wczoraj. Musisz zostać na nadgodzinach, chociaż wiesz, że na wieczór planowałaś kurs online o zarządzaniu czasem. Obliczasz, że jeżeli zdarzysz w 10h, to będziesz mogła wejść na kurs. Wiesz, że możliwość dołączenia do pokoju na kursie jest tylko przez pierwsze pół godziny jego trwania. Cały dzień starasz się, jak możesz, nawet rezygnujesz z przerwy obiadowej, żeby tylko zdążyć. Już masz się zbierać do wyjścia, gdy jedna z twoich koleżanek dzwoni i mówi: „Hej, Klaudia, pamiętasz tę godzinę, którą miałaś za mnie odrobić, bo ja wzięłam za Ciebie godzinę we wtorek? Zostałabyś dzisiaj godzinę dłużej?” Zaczynasz jej tłumaczyć, że i tak masz dzisiaj nadgodziny, a do tego wieczorny kurs, ale ona rozłącza się, rzucając na pożegnanie tylko „Ja i tak już nie zdążę być na czas, będę za godzinę”. Wiesz, że wasi klienci nie mogą mieć godziny przerwy w kontakcie z konsultantkami, więc zostajesz. Wracasz do domu wzburzona, na kurs już nie możesz się dostać i opowiadasz o wszystkim mężowi, a on reaguje na jeden z poniższych sposobów. Zastanów się, jakbyś się poczuła, słysząc te słowa? Co byś sobie pomyślała? Możesz to zapisać. Pamiętaj, nie ma złych czy dobrych odpowiedzi, w końcu jesteśmy różnymi ludźmi, którzy mogą być różne uczucia:

  1. Zaprzeczanie uczuciom: Nie dostanie się na kurs, to żadna tragedia. Przecież był darmowy, prawda? To pewnie się powtórzy. Nie ma co dramatyzować. Jeszcze będziesz miała okazję na coś podobnego, a w pracy pewnie nie było, aż tak źle.
  2. Odpowiedź filozoficzne: Życie jest ciężkie i zdarzają się gorsze dni. Nie zawsze wszystko się nam udaje. Pogódź się z tym, bo inaczej będziesz się ciągle denerwować.
  3. Rada: Może następnym razem poproś o pomoc, jakąś inną koleżankę, która później nie będzie taka niemiła, albo nie oddawaj innym swoich godzin, jeśli nie chcesz, żeby spotkało cię to ponownie, a co do kursu to może znajdziesz jakiś podcast?
  4. Pytania: A nie mogłaś poprosić, żeby ktoś inny zajął się tą dodatkową pracą? Albo rozłożyć jej na dwa dni? Co by się stało, gdybyś po prostu wyszła z pracy i nie czekała na koleżankę? Często dają wam tyle roboty?
  5. Obrona drugiej osoby: A co ona mogła zrobić, skoro by i tak do pracy nie dojechała już na czas? Ona za Ciebie zrobiła godziny, więc to sprawiedliwe, że sama zdecydowała, kiedy ty masz odrobić godziny za nią.
  6. Żal: Jak ona mogła Ci to zrobić? Biedactwo. Nie mogę o tym słuchać, tak mi przykro. Jesteś taka pokrzywdzona w tej całej sytuacji.
  7. Odpowiedź empatyczna – Próba utożsamienia się z uczuciami innej osoby: Nie wyobrażam sobie, jak musiało być Ci żal tego straconego kursu. Nie dość, że cały dzień wykonywałaś tak ciężką pracę, to jeszcze nie mogłaś odpocząć tak, jak planowałaś. To musiał być dla Ciebie bardzo trudny dzień.

Każda z tym reakcji, może wpływać różnie na każdego, ale zazwyczaj rady, cudze spostrzeżenia i filozoficzne mądrkowanie budzi tylko naszą złość. Myślimy: „Co on może wiedzieć o mojej sytuacji?” i dobija nas tylko poczucie niezrozumienia i frustracji. Rady często też sprawiają, że czujemy się głupi, albo nasze reakcje nie były tak dobre, jak mogłyby być. Współczucie i żal powodują u nas politowanie nad samym sobą. Pytania sprawiają, że czujemy potrzebę się bronić. Zaprzeczanie uczuciom jest najgorsze i powoduje całą salwę negatywnych odczuć — od irytacji, przez złość po gniew i urazę. To, czego człowiek najbardziej potrzebuje w sytuacjach trudnych, które sprawiają ból, jest wysłuchanie — danie możliwości porozmawiania o tym, co się stało, bez oceniania, doradzania i zaprzeczania. Dzięki temu człowiek sam nabiera sił, by zmierzyć się z tym problemem i swoimi uczuciami sam, a dzieci są w tym równie dobre, co dorośli. Wystarczy dać im na to szanse.

Często podstawową podstawą rodziców i zaprzeczenie uczucie dziecka często, dlatego że wydaje im się, że dziecko źle rozumie sytuację, albo nie wie, co mówi. Przykład „Nie lubię tego nowego dziecka. Wolałbym nie mieć siostry”, na co rodzic „co ty mówisz? Przecież ja kochasz, to twoja siostra.” Takie zaprzeczenie uczniem dziecka wynika również z tego, że wolelibyśmy, aby te emocje były inne, albo nie potrafimy się z nimi zmierzyć. Dobra postawa to taka, kiedy staramy się wczuwać w doznania swoich dzieci. W dyskusjach o emocjach żadne z nas nie ma racji, ani się nie myli. Każdy czuje to, co czuje.

Równie często rodzice próbują rozwiązywać problemy za dzieci i od razu nasuwają konkretne rozwiązania “To może, niech teraz twoja siostra pojeździ pół godziny, a później ty pół godziny? Co ty na to?”. Nie chodzi o to, że rady zawsze są złe – są sytuacje, z którymi mały człowiek nie jest w stanie poradzić sobie sam, są zbyt skomplikowane i złożone, ale w wielu przypadkach podsuwanie dzieciom rozwiązania prostych sporów i rozterek zabiera mu możliwość rozpracowania tego samemu i znalezienia własnego rozwiązania. Na dodatek uczy dziecka, że tylko spostrzeżenia rodziców są trafne, a jego zdanie się nie liczy. Czasami zwykłe “I co z tym zrobimy?”, potrafi zachęcić dziecko do znajdowania rozwiązań bardziej kreatywnych, niż te, na które wpadłby dorosły. Dzieci bardzo często zaskakują swoją samodzielnością, odwagą i kreatywnością, gdy tylko da im się na to przestrzeń i kredyt zaufania. Nie wspominając już o tym, że w końcu propozycja zaproponowana przez dziecko, jest znacznie łatwiejsze przez nie do zaakceptowania, niż jakikolwiek pomysł rodziców i można pominąć godziny kłócenia się, co należy teraz zrobić.

Jak pomóc dziecku radzić sobie z własnymi trudnościami i uczuciami? Na początku może wydawać się to niewykonalne. Wniknięcie w to, co dziecko mówi i wyciągnięcie z tego, co ono prawdopodobnie czuje, wymaga doświadczenia i zaangażowania, ale nie warto się zniechęcać, gdyż jest to podstawowe narzędzie w skrzynce każdego opiekuna, rodzica i wychowawcy.

Kilka metod, które mogą ułatwić wczucie się w doznania dziecka:

  1. Uważne słuchanie — Gdy dziecko przychodzi do nas z problemem, pierwsze co jest potrzebne to uwaga. Zostaw na chwilę to, co robisz i skup się całkowicie na tym, co dziecko mówi. Nie zawsze musisz nawet odpowiadać, czasami współczujące milczenie, jest wszystkim, co dziecko potrzebuje. Czasami możesz dodać „mhm”, „rozumiem”, „oho”, aby dziecko czuło, że słuchasz, interesujesz się i miało przestrzeń do mówienia. Bywa, że to wystarcza, by dziecko samo usłyszało swoje słowa i znalazło rozwiązanie oraz wyciszyło swoje emocje.
  2. Akceptacja uczuć dziecka — Kiedy zaprzeczamy uczuciom dziecka i próbujemy nakłonić je, by o nich zapomniało, często denerwują się jeszcze bardziej, czując się niezrozumiane i samotne w swoim uczuciu. Czasami wystarczy dodać „To musiało być naprawdę trudne” albo „To okropne uczucie!”. W każdej sytuacji inne słowa będą pociechą, chodzi głównie o to, by uwierzyć, że dziecko czuje się tak źle, jak o tym opowiada, nawet jeśli wydaje nam się to wyolbrzymione i niemożliwe. Pamiętaj: wszystkie uczucia można zaakceptować. Pewne działania należy ograniczyć. Gdy dziecko ze złości bije kolegę lub rodzeństwo, można zaakceptować jego złość i jednocześnie wymagać, by postąpiło względem drugiej osoby inaczej.
  3. Nazwanie uczuć — Czasami wydaje się, że powiedzenie „Musi być Ci naprawdę smutno”, wywołał tylko w dziecku salwę płaczu, ale wręcz przeciwnie. Nazwanie emocji zazwyczaj przynosi dziecku ukojenie, ponieważ bardziej rozumie sytuacje, wie, że ma prawo się tak czuć, skoro rodzic z nim o tym rozmawia, a co więcej uczymy w ten sposób dzieci słów określających ich wewnętrzną rzeczywistość, co w przyszłości przełoży się na to, że dzieci same będą nazywały swoje emocje, a za tym i lepiej umiały sobie z nimi radzić, chociażby wtedy, gdy w pobliżu nie ma rodziców.
  4. Zamiana pragnień w fantazje — Nawet jeżeli dziecko wie, że prośba nie może być spełniona, docenia to, że traktujemy jego marzenie poważnie. Samo wyobrażanie sobie czegoś, co dziecko pragnie, często jest dla niego wystarczające. Czy sami nie często marzymy, jak to fajnie byłby zostać dzisiaj w domu i nie iść do pracy? Możemy śmiało mówić dziecku „Ja też bym chciała iść dzisiaj na lody. Szkoda, że jest tak zimno. Byłoby tak miło zjeść wielki puchar lodów“. Oczywiście nie zadziała to w każdej sytuacji, ale zdecydowanie jest to lepiej przyjmowane przez dziecko, niż krótkie „nie ma lodów”, albo „kiedy indziej”, „nie marudź”.

Kilka szybkich rad:

  • Zawsze też lepiej jest powiedzieć “wyobrażam sobie, co możesz czuć“, niż “wiem, co czujesz“, ponieważ dzieci często mogą uznać, że dorosły wcale nie wie, bo nie jest w ich sytuacji.
  • Wyrażanie złości pomaga też często rysowanie, drzemie kartki, czy wiecie w poduszkę – najważniejsze wtedy jest obserwowanie dziecka i dawanie mu do zrozumienia, że nawet wtedy, gdy jest najbardziej zły, niezrozumiany i akceptowany. To pomoże mu bardziej poradzić sobie ze złością niż cokolwiek innego.
  • Łatwiej rozmawiać z dorosłymi, które akceptuję twoje uczucia, niż z kimś, kto zmusza cię do wyjaśnień. Dla wielu dzieci pytanie, dlaczego tylko powiększa ich problem, ponieważ nie są w stanie przeanalizować przyczyny i dać rozsądne wyjaśnienia, albo po prostu niewiedzą, dlaczego czuję się tak, jak się czują. Czasami też wydaje im się, że powody, które dla nich są ważne, dorosłym wydadzą się nieistotne. Dlatego bardziej pomocne jest samo zauważenie i akceptacji uczucia dziecka, niż dochodzenie do powodów tego, dlaczego czuję się tak, jak się czuję.
  • Dzieciom pomaga również uświadomienie, że mogą doświadczyć dwóch różnych uczuć w tym samym czasie, np. wtedy, gdy pojawia się zazdrość o rodzeństwo.
  • Należy pamiętać, aby w akceptowaniu uczuciach dziecka nie wkradł się automatyzm, albo wyolbrzymianie. Dzieci nie lubią, kiedy powtarza się za nich ich własne słowa albo kiedy sucho stwierdzasz fakty, podczas gdy one są bardzo wzburzone. Automatyczne opowiedzenie „Widzę, że jesteś zła”, może tylko zwiększyć irytację dziecka, jeżeli nie poczuje, że faktycznie rodzić się nim zainteresował i nie pokaże, że jest razem z nim. Stwierdzenie faktu, nie jest jeszcze rozumieniem dziecka.
  • Po jakimś czasie wyczujesz, co pomaga twojemu dziecku, a co nie. Nabierzesz praktyki i wkrótce odkryjesz, co złości twoje dziecko, a co jej pociesza, co stwarza dystans, a tu zbliża, co rani, a co leczy. Nic nie zastąpi twojej wrażliwości. Każde dziecko jest inne.

Praca nad sobą (fragment książki nr.1)

“Ciężko zaakceptować uczucia dziecka, kiedy samemu nie akceptuje się uczyć własnych. A szczególnie tych negatywnych. Jeżeli chcemy zmian w postępowaniu dzieci, musimy najpierw dokonać się w sobie. Trzeba zacząć od siebie. Rodzice, często nie dają sobie prawo być jawnie rozzłoszczonymi, smutnymi, przerażonymi, niepokojącymi się więcej naszym dzieciom nie przyznają prawo do tych uczuć, zawsze muszą być szczęśliwe i grzeczne. (…) Jak nazwać uczucia dziecka, gdy nie nazywa się własnych uczuć. Ciężko jest zaakceptować uczucia dziecka, gdy nie akceptuje się własnych. Zaprzeczam uczuciem dziecka, szczególnie, wtedy gdy nie chce się przyznać do własnych uczuć. (…) Zadaliśmy sobie pytania:

  • Dlaczego tak trudno jest zmienić sposób komunikowania się ze swoim dzieckiem? (…)
  • Dlaczego tak często wydaje się ważniejsze to, jak dziecko się zachowuje, od tego co przeżywa? (…)
  • Dlaczego post gotowi jesteśmy nawet z małym i z ładnym dzieckiem, które jest złe smutne lub przestraszone, raczej długo i zażarcie walczyć, po to, żeby nie czuł tego, co czuję, niż po prostu pomóc mu porcję trudnymi uczuciami, okazując zrozumienie i współczucie? Dlaczego z taką łatwością odrzucamy dziecko obelgami typu “wstręciuchu” “brudas” “mam ciebie dość”, skoro sami dobrze wiemy jak bardzo tego typu epitety, by nas uraziły, pozbawiły chęci do współpracy, wywołały gniew i przygnębienie? “

Chcesz poćwiczyć nowe techniki? Poniżej przygotowałam gotowe do pobrania ćwiczenia, które Ci w tym pomogą! Dodatkowo możesz spróbować wprowadzać empatyczne rozmowy ze swoim dzieckiem. Może pomóc Ci w tym prowadzenie dzienniczka rodzica. Zapisz, jakie rozmowy z dzieckiem Ci się udały, a jakie nie. Jak dziecko reagowało na twoje słowa. Co pomagało, a co chcesz spróbować następnym razem. Najlepiej robić to na świeżo, gdy jeszcze dokładnie pamiętamy, co się zdarzyło i w jakiej kolejności.

Polecajki:

  • Jak mówić, żeby dzieci słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci mówiły” Adele Faber, Elaine Mazlish – na podstawie tej książki napisałam znaczną część tego wpisu oraz ćwiczenie, które można pobrać w formie PDF. Polecam ją najbardziej ze wszystkich książek poniżej. Cudowny poradnik dla rodziców, wychowawców i wszystkich innych pracujących z dziećmi.
  • Jak mówić, żeby maluchy słuchały. Poradnik przetrwania dla rodziców dzieci w wieku 2-7 lat” Joanna Faber, Julie King
  • Szczęśliwi rodzice – szczęśliwe dzieci” Krystyna Łukaszewska
  • Dziecko z bliska. Zbuduj szczęśliwą relację” Agnieszka Stein
No Comments

Post A Comment