Musisz, powinnaś, trzeba i inne słowa, które zabierają Ci wiarę w siebie. Dobre rady na dobre życie.

Jak odzyskać wiarę w siebie #ZMojejPerspektywy

Muszę, powinnam, trzeba i inne słowa, które ją zabijają

Hej! Czy ty też masz wrażenie, że dzisiaj w internecie możesz znaleść sposób na wszystko?

W dzisiejszych czasach internet jest przepełniony stwierdzeniami w stylu „pora obalić tradycyjne wzorce rodzinne”, albo „nie pozwól swojemu parterowi zagonić Cię do kuchni” i generalnie różnymi złotymi radami, w stylu „10 zasad, które uratują twój związek”.

Myślę, że gdyby ktoś spisał wszystkie rady, którymi przepełniony jest internet, to po pierwsze i tak człowiek nie wiedziałby co robić, bo wszędzie pełno jest sprzecznych niedoprecyzowanych porad, w stylu pij rano wodę z cytryną, nigdy nie pij wody z cytryną na pusty żołądek, a z drugiej strony człowiek, zanim podjąłby jakąkolwiek decyzję, musiałby przeanalizować 1000 możliwości i zaplanować każdą sekundę i każdą emocję w swoim życiu, a tak się nie da!

Oczywiście są „porady”, które wynikają z czystego dbania o zdrowie i nie opierają się na czyimś subiektywny doświadczeniu, ale na naukowych faktach, np. „Nie bierz antybiotyku na przeziębienie”. Ale omińmy porady dotyczące zdrowia fizycznego, skupmy się dzisiaj na tych wszystkich złotych zasadach, które mają uczynić nasze życie „lepszym, pełniejszym i szczęśliwszym”. Które z nich są dobre? Jak je odróżnić? Czy je stosować? 

O poszukiwaniu nowości...

Zacznijmy od postaw – dlaczego ludzie czytają wszelkiego typu poradniki i szukają w internecie złotych reguł na wszystko? Z kilku powodów, ale to, co je wszystkie łączy jest fakt, że każdy chce mieć szczęśliwe, satysfakcjonujące życie i to samo w sobie jest piękne.  

Na początku naszej życiowej drogi, jedyne co znamy, to to, czego nauczyli nas rodzice i otoczenie. Normalne jest również to, że na początku wydaje nam się, że to, co znamy, jest dobre. To niestety zasada, która towarzyszy nam całe życie. Niestety, bo nie zawsze jest to prawda. 

Wyobraźmy sobie, że całe życie jemy tylko truskawki i nigdy nie jedliśmy żadnego innego owocu. W takiej sytuacji nie wiedzielibyśmy, czy to dla nas najlepszy owoc, bo nie mielibyśmy porównania. Może nawet na początku podejrzelibyśmy, że każdy tak ma. Aż pewnego razu, ktoś by nam opowiedział o bananach, albo zobaczylibyśmy go w domu znajomych. Pierwszym co się pojawia w nowych sytuacjach, jest zaskoczenie i strach. To normalne. Dlatego nie lubimy wychodzić z znanych schematów. W końcu nie wiemy, co jest za nimi. Może nasza wyimaginowana osoba mogłaby myśleć „ten banan jest dziwny. Nie ufam tym całym innym owocom. Tutaj jest mi dobrze, wiem czego się spodziewać. Jak pójdę i spróbuję tego całego banan, to na pewno tylko coś stracę, albo coś będę musiał oddać w zamian i w ogóle mi to na pewno nie spodoba się tak, jak innym. Nie opłaca się.” Prawda jest taka, że nigdy nie wiemy, czy nieznane nie będzie lepsze. Nigdy nie wiemy, czy banan nie będzie lepszy, puki go nie spróbujmy i o ile to gdzie jesteśmy, nam się podoba i nikomu nie robimy krzywdy, to nic nie musimy zmieniać. Naprawdę nie musisz próbować tego banana, jeśli truskawki Ci wystarczają. To nie jest tak, że każdy musi spróbować wszystkich owoców. Nawet jeżeli mówią Ci tak bliscy, rodzina internet, że ty musisz spróbować tych banów, bo one są najsmaczniejsze, albo zdrowe, albo”najlepsze dla Ciebie” – pamiętaj: Nic nie musisz, wszystko możesz.  

Inaczej wygląda sytuacja, kiedy żyjemy sobie w naszym znanym, bezpiecznym schemacie i coś nam zaczyna zgrzytać, czegoś brakować, coś nas unieszczęśliwia i wtedy zaczynamy szukać. A skoro nie znanamy niczego poza tym co znamy, trzeba nowości szukać na zewnątrz, w środowisku, otoczeniu. Jedni w takiej sytuacji zapiszą się na terapię, drudzy popytają rodzinę i znajomych (chociaż popytają to złe określenie, zazwyczaj w sytuacjach trudnych nie lubimy wprost prosić o radę, częściej po prostu zaczynamy narzekać na sytuację i nastawiamy uszu, co inni nam doradzą, pocieszając), a jeszcze inni wpiszą sobie w internet „dobry związek” albo „efektywne ćwiczenia”, „co daje szczęście”, „jak walczyć z prokrastynacją” itd.. W końcu internet jest w tym momencie najwygodniejszą formą załatwiania spraw wszelkich. Nie twierdzę, że to źle. Faktem jest, że zazwyczaj otaczamy się ludźmi podobnymi do nas, a rodzina nie powie nam nic, czego nie przekazała nam wraz z wychowaniem, dlatego im dalej szukasz rady, tym bardziej nowe i zaskakujące sposoby odkryjesz. Internet ma właśnie ten plus, że możesz tu znaleźć naprawdę całe morze pomysłów. 

Jesteśmy przytłoczeni zbyt dużym wyborem, dlatego trzeba nauczyć się odróżniać rzeczy wartościowe od reszty.

Problem polega na tym, że znaleźć odpowiednie, sprawdzone źródło. Żyjemy w czasach, w których nawet kupując głupie wafelki mamy taki wybór, że aż głowa boli i koniec końców zazwyczaj i tak decydujemy się na wafelki tej samej firmy, bo po co zapoznawać się z składem, opiniami, potencjalnie marnować pieniądze i czas, jak może się okazać, że te ciastka będą niedobre? Niestety najczęściej jest tak, że nawet będąc bardzo dobrze przygotowanym, znając wszystkie wady i zalety, czytając setki opinii i tak nie przekonamy się, czy te ciastka są dobre, puki ich nie spróbujemy. Ba! Pewnie będziemy musieli kupić 5, 10, może nawet 20 opakowań ciastek, żeby znaleźć jakieś lepsze od tych, które znamy.

Dokładnie tak samo powinniśmy postępować z radami z internetu. Przede wszystkim upewnić się, że przedstawiciel, który upublicznia informacje, jest godny zaufania. Inaczej patrzymy na materiał z pudelka, a inaczej Wikipedii. Kim jest osoba, która nazywa się specjalistą? Gdzie uzyskała wykształcenie? Nie zliczę, ile razy zdarzyło mi się trafić na “specjalistę”, który swoje doświadczenie zdobył… podczas kursu samca alfa. Sprawdzajcie źródła. Drugą sprawą jest to, że kiedy kupujemy nowe ciastka, nie wybieramy od razu wariantu XXL. Tak samo, kiedy natykamy się na coś interesującego, nie stosujmy się od razu do wszystkich zaleceń. Wybierz na początku jedno, które czujesz, że najbardziej do Ciebie pasuje, a potem, jeśli się sprawdzi, dokładaj kolejne etapy. 

Kolejną sprawą jest to, skąd nas specjalista czerpie swoją wiedzę. W końcu ukończone studia to nie wszystko. Ja dla przykładu, wprost Wam mówię, że to, co znajduje się na tej sekcji bloga (z mojej perspektywy), jest wynikiem tylko i wyłącznie moich przemyśleń, a kim jestem i co robię, jest publicznie dostępne tutaj. Dzięki temu każdy sam może ocenić, jak poważnie podchodzić do moich tekstów.  Nawet jeżeli ktoś, pisząc specjalistyczny tekst, powołuje się na różnego rodzaju badania, pamiętaj: To nie jest tak, że jeżeli jakaś porada sprawdziła się u 1000 osób w Polsce, to u Ciebie też się sprawdzi, nawet jeżeli ta rada poparta jest jakimiś potężnymi badaniami (które były rzetelne i trafne). To jest moim zdaniem ogromna wada psychologii. Robi się badania i na tej podstawie próbuje się ustalić, co przynosi radość, a co nie. Jest bardzo proty dowód na to, żeby pokazać absurd takich badań.

Weźmy 1000 osób i zapytajmy ich, czy są szczęśliwi, a potem czy mają dzieci. Okaże się, że wyliczając średnią i licząc korelację – genralnie lepiej nie mieć dzieci, bo jesteś mniej szczęśliwy, ale w tych statystykach będzie 100 par, które mają 5 dzieci i są szczęśliwe na 100% i 500 par, które nie były gotowe na dziecko, ich związek wisi na skraju rozstania, albo zdążyła się w ich życiu jakaś inna tragedia, która wpływa na to, że nie są zadowolone z życia i to nie wina posiadania lub nie dzieci. To zakłamie statystykę, bo średnia będzie bliżej niższego krańca. Inaczej mówiąc, liczmy statystyki dla „przeciętnego” Kowalskiego, podczas gdy każdy z nas jest tak unikalną istotą o tak charakterystycznym układnie cech, że nikt nie może tak po prostu osądzać o wszystkich „lepiej Ci będzie bez dzieci” „zmienianie pracy o 5 lat, da Ci więcej satysfakcji” czy „mieszkanie bliżej lasu, daje poczucie spokoju”. Nie! 

Każdy z nas jest inny i potrzebuje czegoś innego i tak długo, jak jesteś zadowolony z tego, jak twoje życie wygląda i nikomu nie dzieje się krzywda, nie daj sobie wmówić, że coś musisz, albo powinieneś. A jeżeli czujesz się nie fair z jakimś układem, coś budzi twój gniew, albo rozczarowanie to jest sygnał, że coś trzeba zmieniać, ale jeśli chcesz wiedzieć co i jak zmieniać, żeby było lepiej, posłuchaj w pierwszej chwili siebie, a nie kuzynki, przyjaciółki, czy internetu.

Jesteś specialistka od samej siebie

Nikt nie zna Ciebie, tak jak ty sam i nikt nie wie, co dokładnie Ci się podoba, daje radość, a co smuci i zabiera satysfakcję. Spróbuj zastanowić się, co dokładnie budzi twój gniew, zawód, smutek, a co innego w tej samej sytuacji daje Ci poczucie szczęścia i satysfakcji.

Załóżmy, że jesteś niezadowolony z pracy. Najpewniej internet Ci powie, żebyś rzucił pracę na pełen etat i został „freelancerem”. Współpracownik, że masz za duże wymagania, bo mu się w pracy podoba, a przyjaciółka, żebyś rzuciła tę pracę w cholerę i poszła do konkurencji, ale nikt z nich nie jest w twojej sytuacji. Tylko ty możesz powiedzieć, co dokładnie w tej pacy Ci się nie podoba i co innego chciałabyś mieć w to miejsce. Jak uda Ci się to określić będziesz już w połowie drogi i będzie Ci o wiele łatwiej osiągać celu. Być może okaże się, że twoim problemem była praca w dużych biurze, przez co czułeś się całkowicie pominięty i traktowany przedmiotowo. Postanowiłeś więc zatrudnić się w kameralnej firmie, gdzie będziesz mógł z współpracownikami wyskoczyć do baru po pracy. Teraz już wiesz czego szukać – kameralnej firmy. Kiedy masz określony specyficzny cel, możesz zacząć go osiągać. Puki go nie określisz, to tylko błądzisz we mgle narzekania i poczucia nieszczęścia. Wyrwij się z tego błędnego koła i zobacz, że jedyną osobą, która może znaleźć najlepsze rozwiązanie z tej sytuacji, jesteś ty sam. To jest część procesu brania odpowiedzialności za własne życie. Oczywiście nie ma nic złego w cudzym wsparci, ale różnica pomiędzy wsparciem, a wyręczaniem jest taka, że kiedy ktoś podaje Ci gotowe rozwiązanie – wyręcza Cię, a kiedy stara się pomóc Ci, abyś sam znalazł odpowiednie rozwiązanie – daje wsparcie. Ludzie często o tym zapominają, gdy myślą “wsparcie psychologiczne” i oczekują, że psycholog powie im, jak mają żyć, a nie ma jednej złotej recepty na dobre życie i szczęście. 

Oczywiście mowie tutaj o problemach dnia codziennego. Jeżeli czujesz, że jesteś w beznadziejnej sytuacji, ale nie możesz znaleźć rozwiązania, szukaj pomocy. Szczególnie jeżeli dzieje Ci się krzywda. Nie musisz radzić sobie sam z wszystkimi problemami. Wsparcie w sytuacji, kiedy inne życie wydaje się nierealne, jest nieocenione i konieczne. Nie musisz od razu udawać się do specjalisty, chociaż nie jest to złym rozwiązaniem. Możesz skorzystać z całego grona telefonów zaufania, gdzie zadzwonić możesz nawet anonimowo i posłuchać, jakie masz wyjścia i jakie możesz podjąć dalsze kroki. Czasami może Ci się wydawać, że nie ma wyjścia z twojej sytuacji, ale to nie prawda. Pamiętaj: wszystko z czasem mija, nawet ból i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Z każdej sytuacji jest wyjście, czasami tylko bardzo się przed nami chowa.

Jak to wszystko ma się do wiary w siebie?

Musisz, trzeba, należy i powinno się – tak się zaczynają wszystkie złote porady, a to tylko pokazuje, jak bardzo naruszają one naszą przestrzeń.  Kiedy poszukujemy rozwiązań naszych problemów w internecie, poradnikach, u innych, albo – co gorsza – biernie tylko czekamy, aż ktoś zauważy naszą niedolę i wyciągnie do nas pomocną dłoń, zabieramy sobie szansę na poradzenie sobie samodzielnie z problemem, a to tworzy w nas przekonanie “jestem słaba, potrzebuję innych, żeby moje życie było poukładane. Ja nie jestem wystarczająco kompetentna, mądra, sprytna” i nasza wiara w siebie słabnie. 

Wysoka samoocena tak samo, jak wiara we własne możliwości to nie jest magiczny dar przydzielony nam przy urodzeniu – one wykształcają się wraz z naszym doświadczeniem. Im więcej masz doświadczeń, w których byłaś/byłeś samodzielny, poradziłeś sobie z trudną sytuacją, znaleźć rozwiązanie, osiągnąłeś sukces, tym wyższa twoja samoocena i wiara w siebie. Im więcej oddajesz swoje życie w ręce innych, tym słabsza wiara w siebie i niższa samoocena. Co więc Ty możesz zrobić, żeby odzyskać wiarę w siebie?

Działać. Spróbuj wkroczyć na bardziej samodzielną ścieżkę, choćby malutkimi kroczkami. Pamiętacie taką zabawę z przedszkola, gdzie w rytm muzyki trzeba było chodzić, robiąc słoniowe wielkie kroki, albo tuptając, jak myszka stopa koło stopy? Nie musisz zaczynać od słoni. Nawet większa jest szansa na powodzenie, kiedy na sam początek weźmiesz sobie za dużo na głowę. Zastanów się dokładnie nad swoim położeniem – co Ci nie odpowiada? Co Cię denerwuje? Czego Ci brakuje? Gdyby ktoś zaproponował Ci książkę, to jak kończyłby się jej tytuł: “100 sposób na…”? A potem spróbuj na początek poszukać rozwiązania sam. Poniżej znajdziesz planszę, która może ci z tym pomóc. Samodzielność jest trudna, ale im więcej będziesz ćwiczył, tym łatwiej będzie. Bez względu na to, w jakim jesteś teraz miejscu, czy mieszkasz dalej z rodzicami, czy mieszkasz sam, ale z każdym problem uderzasz do przyjaciółki, zawsze jest coś, co możesz spróbować zrobić. A może jesteś super samodzielny, ale i tak jest coś, co chciałbyś zmienić, tylko nie do końca wiesz jak – takie ćwiczenie wciąż może Ci pomóc. 

Spróbuj spojrzeć na swoje życie i sprawdź, ile sukcesów już dzisiaj możesz przypisać sobie, chociażby było to coś malutkiego, jak przychodzenie na większość wykładów online, mimo że są nudne i można by tylko się zalogować i wyłączyć dźwięk, albo przetrwanie 2 miesięcy na kwarantannie z dziećmi bez zwariowania. Takie sukcesy to wciąż twoje sukcesy, nie pomniejszaj ich, bo w taki sposób pomniejszasz siebie, a tym samym swoją wiarę we własne możliwości. Jeżeli znasz kogoś, kto również boryka się z niską samooceną, albo chłonie internetowe rady, jak gąbka, możesz użyć poniższych przycisków, żeby podzielić się z nim tym wpisem. Kto wie, może to komuś pomoże 🙂  

 

Trzymajcie się Ciepło, 

Gabi

 

Newsletter

Zapisz się na Newsletter!

Nie bój się, nie zasypię twojej skrzynki codziennymi mailami. Maile wysyłam raz, na początku miesiąca, żeby dać znać, co zmienia się na blogu i jakie ciekawe treści na niego trafiły. W ten sposób masz pewność, że nic cennego Cię nie ominie. To trochę jak prenumerata magazynu psychologicznego 😉
* Pola Wymagane
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
trackback

[…] Musisz, powinnaś, trzeba i inne słowa, które zabierają Ci wiarę w siebie. Dobre rady na dobre … […]

1
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x