selfcare

Selfcare to nie tylko moda – Potęga miłości do samych siebie

Selfcare to nie tylko moda

Siła miłości do samych siebie

Spis treści
Wyjaśnienia
Definicja

Samoopieka (z angielskiego selfcare)   odnosi się do zachowań wykonywanych w celu poprawy samopoczucia, zachowania zdrowia lub utrzymania stabilności fizycznej i emocjonalnej (źródło).

O czym jest ten wpis

O miłości do siebie, budowaniu zdrowej relacji z samym sobą, czyli o tym dlaczego selfcare, czyli szeroko rozumiana samoopieka jest taka ważna. O tym, co się dzieje z naszym życiem kiedy brakuje nam wiary w siebie, myślimy o sobie źle, nie cenimy siebie i jakie ma to konsekwencje dla pracy, związku i nas samych, ale przede wszystkim o tym, że tę relację można budować i kształtować, bo to, jak nasze życie będzie wyglądało, w dużej mierze zależy od tego, jak będziemy czuli się sami z sobą. 

Dlaczego jedni osiągają sukcesy, a inni ponoszą porażki? I co ma do tego Selfcare?

Od zawsze fascynowali mnie ludzie. Przyglądałam się im i pytałam nieustanie “Dlaczego?”.

Dlaczego jedni odnoszą sukces, podczas gdy drudzy upadają? 
Dlaczego jedni uciekają w picie, narkotyki, hazard, internet, ryzykowne zachowania, podaczas gdy drudzy sięgają coraz bardziej po swoje marzenia i realizują cel za celem?
Dlaczego jedni zarabiają 5 zerowe sumy, podczas kiedy inni ledwo ciągną do 10?
Dlaczego jedni budują długie, zdrowe i ciepłe związki, a inni wpadają z jednej toksycznej relacji w drugą?

Ale za tymi wszystkimi przemyśleniami stało tak naprawdę jedno, ważniejsze pytanie. Co zrobić, żeby skończyć, jak Ci, co odnoszą sukcesy i uniknąć życia, którego się bałam. A bałam się strasznie. Że nie znajdę odpowiedniego partnera, nie zbuduję szczęśliwej rodziny, nie uda mi się zdobyć dobrej pracy, nie będę w stanie się utrzymać, nie będę mogła pozwolić sobie a spełnianie swoich marzeń, bo będę za bardzo zajęta zarabianiem na chleb. Czy to nie są leki, które każdego z nas czasami dręczą i motywują do działania?

Staramy się przeżyć nasze życie lepiej, mądrzej, pełnej. Szukamy przepisów na to, żeby być bardziej produktywnym, wytrwałym, skupionym, szybciej się uczyć, czytać, realizować cele, tworzyć dobre plany, harmonogramy, budżet, ale tak naprawdę, po co nam to?

Żeby przezywać. Oszczędzamy czas i pieniądze, żeby móc poświęcić je na robienie tego, co naprawdę chcemy robić. Godzimy się na pracę w słabych warunkach, w trudnym towarzystwie, na niskim stanowisku, w branży, która nas nie interesuje, żeby w przyszłości zebrać tego plon i skończyć w miejscu, o jakim marzymy.

Każdy może mieć marzenia małe i wielkie. Dla jednych takim szczytem marzeń będzie wygoda, stabilna posada w korporacji, dla innych własna firma, a jeszcze dla innych coś pomiędzy – może praca w fundacji, prowadzenie stowarzyszenia, a może praca w bibliotece, aptece, sklepie, księgarni – ale to, co nas łączy, to chęć przezywania. Czerpania z życia. Poświęcania czasu na to, co kochamy.

Dlaczego więc jedynym z nas to wychodzi, a drugim nie? I co do tego ma selfcare?

O sile selfcare, czyli relacji z samym sobą

Wszystko zależy od tego, jaką relację budujemy z samym sobą. Przez lata warstwami odkrywałam to, jak bardzo myśleniem i działaniem jestem w stanie zmienić to, jak wygląda moje życie. Jak bardzo możliwe jest konstruowanie tego, co mnie otacza. Prosty przykład z życia wzięty.

Biorę udział w projekcie naukowym. Dostałam się do niego, biorąc udział w konkursie. Otworzył mi on bardzo dużo ścieżek rozwoju i odnajduje się w nim świetnie! Naprawdę czuję, że jest jednym z ważniejszych rzeczy, w moim życiu, które mocno wpłyną na to, jak się ono potoczy. Chociażby zaczęłam się poważnie zastanawiać nad doktoratem i mam na niego pewne perspektywy. Ale pamiętam dokładnie, jak się czułam, pisząc CV i list motywacyjny, żeby wziąć udział w konkursie. Mail był już napisany, załączniki dodane, a ja siedziałam pełna stresu, z myślą, że przecież nie spełniałam w pełni wymagań, o które proszą w ogłoszeniu. Nie znam się tak dobrze w temacie, jakbym mogła. Ogólnie jedno wielkie poczucie “Nie dość wystarczająca” na to miejsce.

Na tym mogłabym poprzestać. Zrezygnować. Nie wysłać maila. Uznać, że nie nadaje się na tę pozycję. Odpuścić i na pewno moje życie potoczyłoby się o wiele inaczej niż teraz. Ale wysłałam tego maila. Zdecydowałam, że to oni muszą zdecydować, czy się nadaję, a ja zrobię co w mojej mocy, żeby nadrobić braki i pokażę, na co mnie stać i wygrałam ten konkurs. Dostałam się do projektu.

Jak dużo możemy kontrolować?

Ostatnio na Instagramie mówiłam o poczuciu kontroli. Świadomość tego, że możemy na prawdę wpływać na nasze życie i mamy realny wpływ na to, co się w nim zdarzy to podstawowy warunek, żeby zacząć pracę nad sobą i działać z pełnią motywacji, ale czy to wystarcza?

Nie. Bo nawet jeżeli w tamtej chwili, zastanawiając się, czy wysłać maila, wiedziałabym, że moje zachowanie (wysłanie maila) wpływa na to, czy będę miała szansę dostać się do projektu (decyzja należała do komisji, ale gdyby nie wysyłka maila, to nie mieliby nad czym dyskutować), ale nie uwierzyłabym w siebie, mogłabym przekreślić swoje szanse na samym stracie i powiedzieć sobie: “A nie ważne. I tak się nie dostanę. Komisja tylko mnie wyśmieje. Zmarnuje ich czas, bo jestem nie dość dobra” i nie dostałabym się. Nie dlatego, że nie wiedziałam, że mam realny wpływ na swoje szanse, ale dlatego że nie wystarczająco uwierzyłabym w siebie.

I w ten oto sposób, niskie mniemanie na swój temat, podkopuje nam życiowe szanse i ogranicza. Niska samoocena, przekonanie, że zasługujemy na niewiele, jesteśmy niewystarczający, nie dość dobrzy, ładni, mądrzy, szczodrzy, ambitni, produktywni, silni, rozsądni czy wyjątkowi, zabiera nam możliwość mierzenia się z trudnymi sytuacjami, sięgania po więcej, szukania, przeżywania. Tkwiąc w przekonaniu, że “to nie dla nas”, “nie nadajemy się”, “nie mamy odpowiedniego sprzętu”, nigdy nie spróbujemy, a niespróbowanie to jedyna gwarancja porażki. 

Co gwarantuje porażkę?

"Dopóki nie zapytasz, odpowiedź zawsze brzmi nie"

Koleżanka ze studiów jakiś czas temu powiedziała mi przepiękne zdanie: “Dopóki nie zapytasz, odpowiedź zawsze brzmi nie“. Przeformułowałam je lekko i powiesiłam sobie nad biurkiem → Dopóki nie spróbujesz, zawsze ponosisz porażkę

To jest druga rzecz, która zabiera nam możliwość próbowania. Strach przed porażką. Bo co jeśli spróbuję i nie wyjdzie? Jeśli mi ktoś odmówi? Wyśmieje nas? Odrzuci? Czasami tak bardzo boimy się spróbować (bez względu czy chodzi o aplikowanie na wyższe stanowisko, czy zagadanie do nowej osoby), że wolimy nie spróbować w ogóle, niż ponieść porażkę. Przecież puki nie spróbowaliśmy, przynajmniej nie przegraliśmy, prawda? Nie prawda. Proponuje na to spojrzeć inaczej. 

Aplikujesz o nową pozycję. Jak wygląda porażka? Dostajesz odmowę i nie dostajesz nowej pozycji. A jak wygląda efekt, jeśli w ogóle nie spróbujesz? Tez nie dostaniesz nowej pozycji. Efekt ten sam, a więc niepróbowanie jest równoznaczne z porażką – jaka jest więc różnica? 

Kiedy aplikujemy i dostaniemy odmowę – obca osoba nas odrzuciła. Jeśli nie złożymy aplikacji – odrzucamy samych siebie i tak jest dla nas lepiej! Dlaczego? Bo jeśli nie wierzę w siebie i powiem sobie “Nie spróbuje, nie warto i tak mnie nie przyjmą” to wiem, że tylko ja tak o sobie sądzę, a jeśli złożę podanie i dostanę odmowę – to znaczy, że jacyś obcy ludzie znaleźli kogoś lepszego na to stanowisko, a to znaczy, że my biliśmy niewystarczający. Przynajmniej tak na to patrzymy i to rani naszą samoocenę, a przecież odmowa niekoniecznie musi świadczyć o nas – może mieliśmy nieodpowiednio napisane dokumenty aplikacyjne, albo w ogóle napisaliśmy na złego maila! A może rekrutant jest uprzedzony do ludzi, o naszym imieniu. Powodów może być wiele, ale ludzie z nikim mniemaniem o sobie, często nieświadomie, szukają w świecie jej potwierdzenia, więc najpierw będą szukać winy w sobie. My, jak już wiemy z wpisu o mechanizmach obronnych, nie lubimy, jak coś narusza naszą samoocenę. Wolimy więc tkwić we własnym, niskim mniemaniu o sobie, zamiast narażać się na obniżenie jej przez innych.

Czasami trudniejszym pytaniem, niż "a co jeśli się nie uda", okazuje się: "a co jeśli się uda?"

Może dręczyć nas jeszcze zupełnie odmienny typ strachu. A co jeśli nam się udał? Sukces czasami bywa trudniejszy niż porażka. Broniąc się przed porażką, mówimy: “Pech tak chciał“, ale przecież często odnosząc sukcesy, również mówimy “Miałem szczęście“, jakbyśmy musieli się przed nim bronić! Boimy się przyznać, że coś nam poszło dobrze, bo nie myślimy o sobie dobrze. Wolimy obarczać odpowiedzialnością szczęście, niż przyznać, że nasza ciężka praca, dokonania, osobowość, pozwoliły nam znaleźć się tu, gdzie jesteśmy.

Człowiek wypełniony strachem i brakiem wiary w siebie, nie różni się niczym od więźnia, który zakuty kajdankami nie może się swobodnie poruszać. Pięknie pisał o tym Przemek Staroń w swojej książce “Szkoła bohaterek i bohaterów, czyli jak radzić sobie z życiem” (a tutaj opowiadam, dlaczego była to moja najlepsza książka 2020 roku). Ale ten strach można pokonać, można, a nawet trzeba, bo od odbija się na wszystkich najważniejszych częściach naszego życia, np. na związkach. 

Dlaczego tkwimy w toksycznych relacjach?

Nie zaskoczę Was, pisząc, że tutaj znowu w związku odbija się nasza relacja z samym sobą. Jeśli mamy niskie poczucie własnej wartości, nie będziemy silnie walczyć o swoje granice i będziemy godzili się na złe traktowanie z dwóch powodów – strachu przed tym, że nie znajdziemy niczego lepszego i z cichego przekonania, że może na nic lepszego nie zasługujemy. Znam ludzi, którzy sądzili o sobie same najgorsze rzeczy i znajdując się w dobrych, zdrowych relacjach, nie potrafili w nich wytrwać, bo dręczyło ich przekonanie, że “on jest dla mnie za dobry”, a skoro “dobrzy” ludzie są “za dobrzy” to pozostaje być z kimś, kto poniża, obraża, albo po prostu nie docenia, zapomina, nie szanuje cudzych potrzeb i pragnień. Ostatnio obejrzałam genialną produkcję Netflix’a, “Malcom i Marie“, która niesamowicie oddawała sieć zależności między mniemaniem o sobie a zachowaniem w związku. 

Zła relacja z samym sobą – zaczynając od samooceny, a kończąc na wiary w siebie – odbija się na wszystkich obszarach naszego życia. Widzimy ją w związku, kiedy patrzymy w oczy pozbawione miłości; w pracy, kiedy nie korzystamy z pełni swoich możliwości, a co za tym idzie, nie jesteśmy wystarczająco docenieni, również finansowo; w codziennym życiu, podkopując swoje szanse na rozwój samopoczuciu na co dzień. A co do tego ma selfcare? A to, że selfcare jet podstawą budowania dobrej relacji z samym sobą.

Selfcare to podstawa życiowcyh zmian

Rozwiązujmy przyczny, nie skutki!

Stający się coraz bardziej popularny ruch Selfcare, nie jest tylko głupią modą, jest wołaniem o zadbanie o siebie, o czucie się dobrze we własnym ciele i własnej osobowości, bo wszelką pracę nad zmianami w swoim życiu trzeba zaczynać od podstaw – do zmian w sobie, ale nie zmian na zasadzie “od jutra wcześniej wstaje, jestem bardziej produktywna i jem mniej śmieciowego żarcia“, bo to wszystko są tylko objaw złej relacji z samym sobą. Jeśli zadbamy o miłość do siebie, wybaczanie sobie, zaakceptowanie swoich słabości i docenienie zalet – rozwiążemy przyczynę wszelkich złych nawyków w naszym życiu. Mając do siebie dużo miłości, szacunku i troski, sami zaczynami unikać niezdrowego żywienia (unikać, nie znaczy eliminować, każdy ma czasami ochotę na maka 😉 ), bo wiemy, że nam nie służy. Tak samo, jak nie chcemy karmić naszych dzieci niezdrowym jedzeniem – bo kochamy je i chcemy dla nich dobra, tak samo przestajemy nim karmić siebie. Jeśli dbamy (care) tak o nasze dzieci, to dlaczego nie robić też tego dla siebie (self)? Stąd właśnie wziął się ruch selfcare, ale właśnie opieka nie bierze się z próżni – bierze się z miłości i stąd selflove, jest pierwszym krokiem do selfcare

Bardzo lubię to porównanie do wewnętrznego dziecka, o które musimy dbać, bo pomyślcie sami, jakie mielibyśmy piękne życie, gdybyśmy dbali o nas samych, jak o nasze dzieci! Trzeba wcześnie chodzić spać, czytać książki, zamiast siedzieć przed telewizorem, jeść warzywa, wychodzić na dwór, spotykać się z innymi dziećmi, chodzić na zajęcia dodatkowe, odpoczywać po jedzeniu, siedzieć prosto, chodzić do lekarza. Jak to jest, że zapominamy tych wszystkich zasad stosować do samych siebie? A no tak, że dzieci kochamy bezwarunkowo i ta miłość sprawia, że chcemy je bronić, wspierać, pomagać im wzrastać, rozwijać się, kwitnąć. Do nas samych brakuje nam tej miłości i zaczyna nam być wszystko jedno, np. jakie jedzenie jemy, albo darzymy się miłością warunkową, czyli jak danego dnia zrobiłam wszystko ze swojej listy zadań do zrobienia, to jestem super i mogę sobie pozwolić na odpoczynek, ale jak nie to jestem zła, niedobra i pójdę spać bez kolacji. 

Zauważyliście, że jak poznajecie kogoś i on jest dla Was obcy to Wam wszystko jedno co on je? A niech je tego maka. Co mnie to obchodzi? Nie znam go, ale jak zaczynamy z nim randkować (albo być!) od razu staramy się ograniczać jego niezdrowe nawyki żywieniowe (za dużo cukru, soli, fast foodów, tłuszczów itd). Dlaczego? Bo obdarzamy go miłością. Dlaczego traktujemy siebie niemal jak obcych ludzi? 

Miłość do siebie - toego szukajmy!

Tylko jak? Zacznijmy od selfcare, od opieki nad samym sobą

Rozwiązaniem naszych problemów, nie jest rozwiązanie samych problemów, tylko rozwiązanie przyczyn tych problemów, a przyczyną bardzo wielu (żeby nie powiedzieć większości) problemów w naszym życiu, jest nieodpowiednia relacja z samym sobą – brak miłości do siebie, brak szacunku, albo niewystarczająca ich ilość, brak wiary we własne możliwości, niska samoocena, zbytni krytycyzm, surowość, za duże wymagania, a nad tym wszystkim można pracować zaczynając od selfcare, od wszystkiego, co poprawia naszą relację z samym sobą, zdrowie i samopoczucie. 

Powiedźmy, że naszym problemem jest to, że palimy papierosy. Możemy oduczyć się palenia, ale prawda jest taka, że problemem nie było palenie w samo sobie, tylko powód, dla którego zaczęliśmy palić, np. zbyt silne przeżywanie stresu. W takim przypadku rzucenie palenia nie rozwiązuje problemu radzenia sobie ze stresem. Będziemy musieli nauczyć się radzić z nim jakoś inaczej i nagle miesiąc po rzuceniu palenia okazuje się, że zaczynamy się objadać słodyczami. Dlaczego? Bo rozwiązaliśmy objaw problemu (palenie), a nie jego przyczynę (nieradzenie sobie ze stresem). 

Puki nie rozwiążemy przyczyny, możemy leczyć objawy, ale to tylko spowoduje wystąpienie nowych objawów. Wyobrażam sobie to zawsze, jako takie naczynie, które ma w środku wodę o zbyt dużym ciśnieniu. Ono musi, jakoś z siebie wyrzuć tę wodę, bo nie jest w stanie utrzymać jej tylko pod takim ciśnieniem, więc tworzy się mały otwór, który powoduje, że woda zaczyna powoli się wylewać – ciśnienie się wyrównuje i naczynie się uspokaja, ale my nie jesteśmy zadowoleni, że to naczynie nam kapie, więc zaklejamy je taśmą. W konsekwencji w środku naczynia ciśnienie znowu rośnie i tworzy się dziurka, ale w innym miejscu i znowu zaczyna kapać, a rozwiązanie tego problemu jest tylko jedno – trzeba obniżyć poziom ciśnienia wody, inaczej będzie kapać wciąż na nowo z nowych miejsc. 

Oczywiście ta zła relacja z samym sobą też jest wynikiem czegoś – najpewniej naszych wczesnych doświadczeń w domu, szkole, wśród rówieśników, ale to już jest praca na terapię i wymaga znacznie głębszego wglądu w siebie, a ponadto można pracować nad relacją z samym sobą, nie wiedząc dokładnie, co ją ukształtowało w taki sposób, jak dziś wygląda. To jest wiedza pomocna, ale nie konieczna, żeby wypracować dobrą relację z samym sobą. Terapia jest rozwiązaniem niezwykle skutecznym w większości naszych życiowych problemów, ale nie jest jedynym rozwiązaniem. Selfcare to ruch nie tylko służący naszej codzienności, ale też forma samopomocy, która może pomóc w pokonaniu wielu trudności.  Możemy czytać książki, blogi, oglądać terapeutyczne filmy. To wszystko zdecydowanie nam pomoże, ale nie tak szybko i głęboko, jak terapia i nie z każdym problemem. Jeśli mierzysz się, lub podejrzewasz u sobie, jakieś zaburzenie – zgłość się do specjalisty. Książki, blogi, samodzielne szukanie pomocy jest jak krążenie w ciemności z latarką. Możesz znaleźć drogę wyjścia, ale nie z każdego labiryntu i może zająć Ci to wiele czasu. Terapeuta jest jak przewodnik, który pojawia się w tej ciemności i prowadzi Cię dobrze sprawdzoną drogą do wyjścia.

Nie jestem wielkim znawcą w kwestii budowania dobrej relacji z samą sobą, ale 6 lat terapii i 4 lata studiów psychologicznych, dają mi kilka narzędzi, z którymi chętnie się z Wami podzielę! Trzymacie więc myszki w gotowości, bo wkrótce znajdziecie tutaj serię wpisów “Dbam o siebie“, dzięki której będziecie mogli popracować, nad lepszą relacja z sobą.

A to wszystko z okazji walentynek! Święta zakochanych, w którym chciałabym Wam przypomnieć – kochajcie najpierw siebie, bo od tej miłości płyną w życiu najpiękniejsze rzeczy.

 Wesołego Walentego!

Więcej w temacie... Polecam!
  • Szkoła bohaterek i bohaterów, czyli jak radzić sobie z życiem” Przemysław Staroń – majstersztyk wśród psychologicznych poradników. Książka, którą po przeczytaniu chciałam wręczyć  wszystkim moim bliskim. Jedna z najlepszych pozycji opisujących podstawy psychologii i naszego funkcjonowania, jaką kiedykolwiek czytałam, a może nawet najlepsza! Niby poradnik dla młodzieży, a jednak tak mądry, przystępny i prosty  swoim geniuszu, że każdy znajdzie tam mnóstwo cennych wyjaśnień i wskazówek. Pełną recenzję możecie przeczytać tutaj 😉  
  • Odkryj swoje wewnętrzne dziecko – Książka słynnej niemieckiej psychoterapeutki, która pięknie pokazuje, jak nasze przekonania o nas samych i świecie wpływają na nasze zachowanie, szczególnie to w relacji. P.S. A na okładce ma moją ukochaną rzeźbę z Burning Man Festival, którą długo miałam na tapecie. 
  • Jak myśleć o sobie dobrze” – Druga książka tej samej autorki, która w prosty i skuteczny sposób prowadzi krok po kroku w meandry ciężkiej ścieżki samoakceptacji i budowania poczucia własnej wartości.

Przede wszystkim polecam tylko pozycje sprawdzone! To znaczy takie, które przeczytałam i uznałam za wartościowe.

Nie lecę tutaj w kulki i nie wklejam czego popadnie. Nie chcę marnować waszego czasu i pieniędzy, dlatego też dodaję krótki opis, czego dotyczy dana pozycja. 

Nie musisz od razu kupować książek – wiele z nich dostępnych jest w bibliotekach publicznych, możesz też zajrzeć do czytelni naukowych albo popytać znajomych 😉 

Kupując z linków, wspierasz moją działalność – w większości są to tzw. linki afiliacyjne, nie oznacza to, że ktoś zapłacił mi za umieszczenie ich na stronie, ale za każdą osobę, która kupi przedmioty z linku, dostanę kilka (zazwyczaj koło 5) procent zysków – to tak jakbyś postawił mi wirtualną herbatę! 

Jeżeli jednak wolisz skorzystać ze swoich sprawdzonych dostawców – nie krępuj się! Ja sama wiele razy wyszukiwałam różne przedmioty, byleby znaleźć je taniej! Takie uroki życia studenta 😉 

Zostańmy w kontakcie

Zapisz się na Newsletter!

Nie bój się, nie zasypię twojej skrzynki codziennymi mailami. Maile wysyłam raz, na początku miesiąca, żeby dać znać, co zmienia się na blogu i jakie ciekawe treści na niego trafiły. W ten sposób masz pewność, że nic cennego Cię nie ominie. To trochę jak prenumerata magazynu psychologicznego 😉
* Pola Wymagane
Najnowsze na blogu
Inny , a Taki sam

Co jest ze mną nie tak? Inny ale taki sam

Co by powiedzieli o Tobie Twoi znajomi? A Ty o nich? Ile o Tobie wiedzą? Jak dużo Cię znają? Co zrobić z tą małą częścią Ciebie, która nie daje się poznać, ale czuje się tak bardzo samotna? Jak być inny?
Selfcare

Selfcare to nie tylko moda – Potęga miłości do samych siebie

Selfcare to wszystkie działania, które podejmujemy na rzecz poprawy własnego zdrowia i samopoczucia. Dlaczego staje się kluczem sukcesu?
Uzależnienie

Uzależnienie od narkotyków – wycinki rozmów z osobami uzależnionymi

Dlaczego ludzie sięgają po narkotyki? Kiedy zaczynają? Kim są ludzie, którzy biorą? Co im to daje? Dlaczego nie przestają? - usłysz, co miała do powiedzenia garstka uzależnionych i przekonaj się, czy są to ludzie tak bardzo różni od Ciebie.

Hej! Tu Gabi

Jestem studentką psychologii, która pasjonuje się tym, jak wiedzę zdobytą na studiach można wykorzystać w codziennym życiu i tym właśnie dziele się tutaj.

Wierzę, że wiedza psychologiczna może nam pomóc lepiej się nawzajem rozumieć i pokonywać codzienne trudności. Czytaj mój blog i podnoś swoje Psychologiczne IQ, aby i twoje życie mogło stać sie bardziej zrozumiałe, poukładane i szczęśliwe! 

Miłej Lektury,
Gabi

selfcare
Zostańmy w kontakcie

Zapisz się na Newsletter!

Nie bój się, nie zasypię twojej skrzynki codziennymi mailami. Maile wysyłam raz, na początku miesiąca, żeby dać znać, co zmienia się na blogu i jakie ciekawe treści na niego trafiły. W ten sposób masz pewność, że nic cennego Cię nie ominie. To trochę jak prenumerata magazynu psychologicznego 😉
* Pola Wymagane

Teamty na blogu

Social Media
Dwa oblicza bloga
Kontakt
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x