7 portretów ludzi i napis "Chciałbym kiedyś wstać i na prawdę się obudzić. Rozmowa z osobami uzależnionymi od narkotyków."

Uzależnienie od narkotyków – wycinki rozmów z osobami uzależnionymi

Chciałbym kiedyś wstać i na prawdę się obudzić

Wycinki rozmów z osobami uzależnionymi od narkotyków

Spis treści

Wyjaśnienia

Definicja

Uzależnienie zaburzenie zdrowia, wymagające leczenia. Stan zależności od jakiegoś środka chemicznego lub zachowania, przejawiający się okresowym lub stałym przymusem przyjmowania tej substancji w celu uzyskania efektów jej działania lub uniknięcia przykrych objawów jej braku (za słownikiem PWN z drobnymi poprawkami).

O czym jest ten wpis

Chciałabym zacząć od kilku słów wyjaśnienia. Nie jestem specjalistką w kwestii uzależnień, a ten wpis nie ma na celu poszerzenia wiedzy na temat mechanizmów uzależniania. Nie mówi, czym dokładnie jest uzależnienie, jak się w nie wpada, ani jak z niego wyjść. Jest to zbiór usłyszanych historii. To głos kilku ludzi, prawdziwych i żywych tak samo jak ty i ja. Głos, który chciałam przekazać dalej, który czułam, że powinien być usłyszany. Głos, który jest zakopywany pod łatką „uzależniony”. Etykiety zabierają to, co się pod nimi chowa. Za każdym problemem – psychicznym, społecznym, ekonomicznym, jakimkolwiek – stoją ludzie. Prawdziwi ludzie ze swoimi historiami, pragnieniami, dążeniami, celami do osiągnięcia. Tym wpisem chcę pokazać Wam ludzi. Prawdziwe historie. Prawdziwe tragedie, które dzieją się obok nas. Być może tych kilka osób pozwoli Wam spojrzeć inaczej na problem uzależnienia. Przełamać kilka schematów i stereotypów, które krążą wśród nas na temat „ćpunów” i „narkomanów”. 

Z kim rozmawiałam?

Niektórzy z nich używali tylko miękkich narkotyków, inni tylko twardych, inni mieszali albo brali dopalacze. Nie przytoczę tu żadnego imienia, ani szczegółów pozwalających na ich identyfikację. Mam ku temu szczególny powód. Oczywiście poza chęcią chronienia ich przed opinią, konsekwencjami czy stygmatyzowaniem. Nie podaje imion ani szczegółów, bo oni są tylko reprezentantami większej całości. Mam nadzieję, że czytając ten tekst zrozumiecie, że osobą uzależnioną, zmagającą się z ogromnymi problemami może być każdy. Koleżanka z sąsiedztwa, z klasy, z roku, z pracy. Kimś, kogo znacie od lat, albo dopiero idziecie z nim na pierwszą randkę. To ludzie dokładnie tacy sami jak my i są wśród nas, są jednymi z nas.

Jak te rozmowy się zaczynały?

„Potrzebuję, żebyś mnie wysłuchała”.

„Pytaj mnie, ja chcę o tym mówić. Potrzebuję, żebyś mnie wysłuchała. – ma piękne, blond włosy, ale oczy ma zmęczone, podkrążone tak, że wyglądają niemal na podbite. Patrząc w te oczy, nie dałabym mu zaledwie dwudziestu kilku lat. Podczas rozmowy często przeczesuje swoje złote włosy. Przyciska skronie, jakby chciał tym zmusić swoje neurony do większej współpracy. Gubi się w opowieściach. Często do czegoś wraca. Traci wątki. Nie jest pewien kolejności. Jakby poplątał mu się czas. Jest tu ze mną. Próbuje ten czas rozwikłać rozmową. Dużo mówi. Bez zachęty i bez oczekiwań. Wystarczy mu, że jestem, że przyglądam się jego próbą rozwikłania tej plątaniny. Czasami patrzy na mnie z rozbrajającą bezradnością, a ja nie mogę mu pomóc. Mogę go tylko zrozumieć. 

„- Nie chcę o tym mówić.
– W porządku – odpowiadam. – Rozumiem.
Nie, nie! Dlaczego to mówisz! Naciskaj! Ja chcę o tym mówić. Potrzebuję, żeby ktoś to usłyszał. Mogę Ci nawet zapłacić, tylko pozwól mi opowiedzieć Ci o wszystkim.
– Nie chcę pieniędzy. Nie mogę Ci pomóc. Nie jestem terapeutą, nawet nie jestem psychologiem.
– Nie potrzebuję pomocy. Możesz nawet nic nie mówić. Tylko posłuchaj. Posłuchaj.”

Więc siedzę i słucham. Czasami słucham, nawet kiedy nie chcę. Gotuję obiad, on się pojawia, mówi. Jest chudy. Bardzo chudy. Za chudy. Nigdy nie jest głodny, ale je gdy poda mu się jedzenie. Ma smutny uśmiech. Próbuje się uśmiechać, ale nie może siebie oszukać. To on mówi „Chciałbym kiedyś wstać i naprawdę się obudzić”. Nigdy nie wiem, czy jest trzeźwy, czy pod wpływem, aż w końcu stwierdzam, że chyba ciągle jest pod wpływem. Słuchał pięknej muzyki. Wolnej, delikatnej. Jakby ostre dźwięki mogły przejść przez tą cienką skórę i go zranić. Znałam go krótko. Kilka dni. Pojawiał się tak samo jak zniknął. Szybko i cicho, ale potrzeba mówienia jest w nim duża. Potrzeba zrozumienia jeszcze większa. Może po prostu potrzeba pobycia z kimś innym naprawdę. Bez udawania. Nie wiem. Czasami czułam się bezradna. Czasami nie wiedziałam, co odpowiedzieć, ale nigdy nie przerywałam. Czasami po prostu gotowałam porcje dla dwojga. Czasami najlepsze, co możemy komuś dać to obecność. Czasami to wystarczy.

„Nie radziłam sobie, ale jednak zdawało się, że sobie radziłam. Przez cały czas chodziłam do szkoły, zdawałam z paskiem.” – mówi. Jest młoda, uśmiechnięta, dużo żartuje, uwielbia żółty kolor. „Kolor słońca – jak mówi. – Kolor światła. Po tych kilku tygodniach znajomości nigdy bym nie sadziłam, że pewnego wieczoru opowie mi o tabletkach, niechcianych dotykach i metaamfetaminie. Była zaraz po maturze, była odważna. 

Pragnęła ułożyć swoje życie naprawdę, na nowo. Z daleka od wszystkiego, co ją spotkało. A zaczęło się wcześnie. Miała kilka lat. Historia, która nie powinna się nigdy wydarzyć, a zdarza się ciągle, częściej niż sądzicie. Wieczory ciągnące się kilka lat, podczas których ręce najbliższej osoby błądziły nie tam, gdzie powinny. Paraliż, strach, niepewność, czy to coś, co powinno się dziać? Wraz z wiekiem wzrasta świadomość i mechanizmy, którymi można się bronić. Bliscy zawiedli. Nie chcieli uwierzyć. To było za dużo dla matki. Przyznać się do możliwości, że coś takiego może się dziać pod jej dachem, jej ukochanej córeczce i to przez jej męża – najcudowniejszego mężczyzny pod słońcem, wzorowej głowy rodziny. Niemożliwe. To dziecko próbuje na siebie zwrócić uwagę, nic więcej. Wolała trwać w iluzji, niż uratować własne dziecko. Musiało, więc nauczyć się ratować same. Ojciec wracał do domu rzadko, ale jak już – jej w domu nie było. Czasami tydzień, czasami dwa. Miała 13 lat. Nikt nie zadawał pytań. Nikt nie reagował. W takiej sytuacji łatwo wpaść w nieciekawe towarzystwo. W końcu ludzie, którzy mogli ją przenocować na tak długo, bez zadawania zbędnych pytań byli starsi, często samodzielni, często uzależnieni. To się ciągnęło latami. W tym czasie cały czas chodziła do szkoły, była wzorową uczennicą, zdawała z paskiem. Nikt z klasy nie domyślił się, przez co przechodzi.

„-Dlaczego w ogóle ze mną rozmawiasz? Przecież ja jestem nikim”. Jest potężny. Nie jestem pewna czy bardziej podziwiam, czy jestem przerażona jego budową. Jednocześnie umięśniony, wysoki, a jednak szczupły. Miał twarde spojrzenie. Patrzysz na niego i widzisz kogoś – twardego gościa. Chodził na siłownię. Ciągle zostawiał testosteron obok moich płatków śniadaniowych. Zbierałam zużyte igły z podłogi w salonie, zanim wbiją się komuś w piętę. 

Zawsze mnie przepraszał. Za bałagan. Za kłopot. Za to, że jest nietrzeźwy. Za to, że „znowu za dużo gada o sobie”. A ja mu mówiłam: „Mów, mów. Mnie to ciekawi.”. Odpowiadał mi: „Taka dziewczyna jak ty, nie powinna słuchać o takich rzeczach. Trzymaj się od tego z daleka”. Bał się o mnie, bo nie ufał sobie. Nie ufał sobie po działce, po tabletkach. Ostrzegał mnie przed innymi. Tłumaczył, kto co bierze, w jakich dawkach. Których narkotyków powinnam się bać bardziej, których mniej. Ma głęboki głos. Zniszczoną skórę. Jeden plecak – nic więcej, a w nim na samym dnie jedną książkę – „Zrób mi jakąś Krzywdę” i mówi, że kocha Żulczyka, ale mówi mi to w sekrecie. Chłopaki z domku nie mogą się dowiedzieć, że czyta no i że słuchał ze mną tej „lamerskiej” muzyki. To zostaje między nami. Być sobą jest bardzo ciężko, kiedy środowisko czyni względem Ciebie tak wiele oczekiwać. On je zbiera, kolekcjonuje jak wyzwania. Stara się im sprostać. Chce być dobrym mężczyzną, ale nie jest pewny jak. Chce uszczęśliwiać innych wokół siebie, ale sam nie potrafi znaleźć w sobie szczęścia. Znajduje je w tabletkach, alkoholu, białym proszku, pracy, siłowni.

Chciałbym Cię kiedyś zobaczyć po amfie. Ty zawsze tyle gadasz, to co by dopiero było po amfie!”. Jest zabawny. Nasz domowy skrzat śmieszek. Tańczy z moją poduszką w ramionach, kiedy jest mi smutno, żeby mnie pocieszyć. Ma czarne, krótkie włosy. Figlarne spojrzenie. Mówi, że ożeniłby się ze mną, ale jednak jestem trochę za nudna. Ponoć rekompensuję to obiadami. Ożeniłby się z każdą dziewczyną z domku, ale tak naprawdę, mówi, nigdy się nie ożeni. Czasami rzuci coś o narkotykach, ale woli nie. Nie ze mną. „Dla Ciebie to ciężkie. Widzę to, a narkotyki nie są ciężkie. One są leciutkie”.

Mogę coś dla Ciebie zrobić?” – pyta, widząc, że jestem zmartwiona. Zawsze jest bardzo uprzejmy. Bardzo miły. Sprząta wspólną przestrzeń. Chowa mi rzeczy do lodówki, kiedy zapomnę. Przynosi mi do pokoju Nutellę i mówi „Lepiej trzymaj ją tutaj, bo zaraz Ci ją zjedzą”. Obrona Nutelli to duża zaleta w moich oczach. Kupuje coś dla mnie w sklepie, chociaż nigdy nie proszę. 

Przede mną udaje, że nie zażywa narkotyków, chociaż w domku wszyscy wiedzą. Przy innych bierze. Przy mnie jest miłym, uprzejmym mężczyzną po 40. Łysy, średniego wzrostu. Wyższy ode mnie zaledwie o 2 centymetry. Jest bardzo pobudzony. Zawsze dużo gestykuluje. Zawsze go wszędzie pełno. Ciągle musi coś robić. Pieli ogródek, wyrzuca śmieci, sprząta, zbiera kamienie, szuka czegoś w trawie. Nie może usiedzieć na miejscu. Pracuje za dwoje, ale mało mówi, a jeśli już to nic bardzo osobistego. Rysuje. Czasami kilkanaście rysunków na noc. Prawie nigdy nie śpi. Czasami jakiś podrzuca mi pod drzwiami. Kocha swój samochód bardziej, niż cokolwiek innego. Mówi do niego „Moja lalunia” i całuje ją w karoserię. Ma złamane serce. Jest po rozwodzie. Tęskni, ale zagłusza to pracą i jeszcze szklaną tacą schowaną po kanapą pełną różnych szkatułek. Udaje, że nie wiem, że jest pod kanapą.  

Ile miał_ś lat, jak pierwszy raz wzięł_ś?

"Nie wiedziałem, że mogę odmówić"

– 12. Zostałem w sumie wkręcony. Graliśmy z chłopakami w nogę, a oni pytają, czy idę z nimi za budę (wiatę śmietnikową), poszedłem. Nic nie wydawało mi się w tym nadzwyczajnego, a oni wyciągnęli trawę. Zapalili, a potem kazali mi palić. „Wszyscy palimy, więc nikt nie może nas wydać” – powiedzieli, wciskając mi jointa do ręki, a potem wyjaśnili jak się zaciągać. Dlaczego nie odmówiłem? Byłem mały, chyba nawet nie wiedziałem, że mogę.

– Chyba jakieś 14. Na początku na mnie nie naciskali. 14 to chyba jakaś śmieszna granica, po której zamiast gówniary zaczynają widzieć młodą kobietę. Co za głupota. Przecież byłam wtedy takim dzieciakiem. Na początku to nawet jak u nich nocowałam, to nie robili żadnych imprez, a jak już to nie w tym domu co nocowałam, zawsze w innym i wcale nie musiałam na nie chodzić. Potem imprezy przychodziły do mnie i zaczęło się „No co ty, wszyscy to robimy. To nic groźnego”. Przez jakiś czas się opierałam. Obracałam to w żart. Ale za każdym razem było coraz trudniej odmawiać. Poza tym trochę się ich bałam kiedy byli pod wpływem. Żaden z nich mnie nigdy nie dotknął. Były tam też inne dziewczyny i one też nigdy nie miały problemów z tym, że ktoś był za bardzo napastliwy, ale ja przez to, co przeżyłam w domu i tak się bałam, więc pamiętam, że pierwszy raz wzięłam, żeby przestać się bać.

– O Jezu, nie wiem. 19? 20? To było na jakieś budowie. Skończyłem technikum, ale nie chciałem pracować w zawodzie. O studiach nie miałem co marzyć. Nadarzyła się okazja, to wyjechałem do Niemiec na budowę. To była rzeź. Praca codziennie po kilkanaście godzin. Ja byłem wtedy jeszcze cherlawy, ciężko mi było. Wracałem padnięty, zmęczony, szedłem spać, ale nie budziłem się wyspany. Po kilku tygodniach nie dawałem już też rady psychicznie. Kasa była dobra, ale nawet nie było kiedy jej wydać. Zastanawiałem się nad powrotem do Polski. Powiedziałem o tym jednemu z chłopaków. Powiedział, że nie muszę wracać, że ma coś, co mi pomoże i wyciągnął z szafki tabletkę. Zapytałem co to, a on powiedział, że to sprawi, że będę szczęśliwy i zapomnę, że mnie boli. Wiedziałem, że to musi być narkotyk, ale jeszcze sobie wmawiałem, że to może antydepresant czy coś. Wziąłem i naprawdę pierwszy raz od tygodni poczułem się szczęśliwy i miałem siły do pracy, znowu mi się chciało. Poczułem się normalnie, lepiej. Chyba nigdy wcześniej ani później nie byłem już taki szczęśliwy.

– Nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. Nie pamiętam czasów, kiedy byłem trzeźwy. Pewnie ostatni raz, jak byłem małym dzieckiem. Czasami dużo muszę myśleć, żeby policzyć ile mam lat. Wydaje mi się, że byłem gdzieś jeden dzień, a okazuje się, że minął tydzień. Normalny kalendarz w ogóle nie oddaje tego, jak mija mi czas. Nie pamiętam, dlaczego pierwszy raz wziąłem. Dlaczego miałem nie wziąć?

– 15. To było na Woodstocku. Jakaś dziewczyna do mnie podeszła i zaczęła mnie całować, a ja myślałem „Zajebiście”. Dopiero jak się odsunęła, pokazała mi język a na nim bibułkę. Coś jeszcze do mnie mówiła, ale chyba jej nie słyszałem, a potem zniknęła. Trochę się bałem. Nie wiedziałem czego się spodziewać. Próbowałem się jakoś na to przygotować, znaleźć znajomych, ale po pół godziny miałem już totalny odlot. Zdarzają się takie kluby, do których jak wchodzisz i ktoś się z tobą całuje, to możesz być już praktycznie pewny, że jesteś naćpany. 

Dlaczego bierzesz?

„Nigdy nie bawiłem się lepiej z córką, niż po ziole".

-W pewnym momencie miałem już tak, że żeby zasnąć musiałem zapalić, a żeby móc po przebudzeniu funkcjonować, musiałem wziąć działkę, albo chociaż pół. W tym czasie już byłem dilerem. Spałem w samochodzie albo w robocie. To nie miało znaczenia. W schowku chowałem wagę. Pracowałem przez jakiś czas na budowie. Jak kończyliśmy pracę, szliśmy razem do placu i tak się rozchodziliśmy. Zawsze mówiłem, że idę na autobus i żegnałem się z chłopakami. W rzeczywistości robiłem kółko po osiedlu i wracałem na budowę. Wiedziałem, gdzie chowają zapasowe klucze. Spałem w pustaku. Przez te kilka miesięcy nikt nic nie zauważył, ale wtedy było jeszcze dobrze, mogłem funkcjonować. Później robota się skończyła, więc więcej dilowałem. 

Im więcej sprzedawałem, tym więcej brałem, a później już bez zioła nie mogłem spać, a rano byłem tak zarąbany, że musiałeś coś wziąć, żeby stanąć na nogi. W ciągu dnia też brałem. Zawsze to, co akurat sprzedawałem. Wtedy byłem jeszcze głupi, nie zastanawiałem się, czy coś można mieszać. Raz przez to wylądowałem nieprzytomny na ulicy. Jak się obudziłem, to już stał nade mną ratownik. Zabrali mnie, dali mi kroplówkę. Chyba nikt tak o mnie nigdy nie zadbał, jak oni wtedy. Pytali się, co brałem, a ja powiedziałem, że nic. Jak zrobili mi narkotesty to powiedzieli, że świeci się jak choinka, tyle było pozytywnych.

-Po prostu chciałam uciec na chwilę, zapomnieć, przestać się bać, martwić. Było mi tak dobrze po. Chciałam, żeby było mi dobrze. O niczym nie myślałam, a że w tamtym czasie miałam raczej mroczne myśli, to chociaż po mogłam na chwilę odpocząć, a później to już brałam, bo musiałam. Cała się trzęsłam, jak za długo nie brałam. Miałam palpitacje serca, natłok myśli. Jęczeć mi się chciało, tak bardzo chciałam dawki. W szkole nawet chciało mi się płakać. Nie mogłam znieść siedzenia w ławce i czekania do końca lekcji. Kolejna dawka przynosiła już ulgę, a nie szczęście. Brałam, żeby przestać czuć się źle. Nie było mnie stać ciągle na narkotyki, a te przerwy były nie do zniesienia i tak wylądowałam ze swoim pierwszym chłopakiem. Miałam już 17 lat. Byłam z nim dwa lata. On zawsze miał działkę. Nie traktował mnie źle. Do niczego nie zmuszał. W sumie to był bardzo kochany. Zawsze się o mnie troszczył i martwił o szkołę, tylko że ciągle ćpał i dawał mi ćpanie. 

-Przez jakiś czas nie brałem w ogóle. Kobieta mi nie pozwalała. Czepiała się, że w takim stanie nie pozwoli mi się zbliżyć do dziecka. To przestałem albo paliłem jak już obie spały, ale później mała podrosła, więc przestałem się tak słuchać jej zrzędzenia. Nigdy się tak dobrze z córką nie bawiłem, jak po ziole. Wtedy mogliśmy się wygłupiać. Nie irytowała mnie tak. Lubiła mnie takiego. Zabawnego, trochę zmulonego. Bez zioła robiłem się trochę nerwowy. Mała się mnie chyba wtedy bała. Nie chciała bawić się w salonie, zamykała się w pokoju. To paliłem, żeby miała dobrego tatę. Matce się to nie podobało. Izolowała ode mnie córkę, a ja się coraz bardziej denerwowałem. Raz wyjechałem za granicę na kolejną robotę, a jak wróciłem, to ich już nie było. Wkurwiałem się, bo to przecież tylko zioło, ale trochę się cieszę. Czasami po ziole nie miałem wyczucia. Mała płakała, że ją za mocno złapałem czy coś. Może dla niej tak faktycznie jest lepiej. Myślałem nawet, żeby naprawdę to rzucić, ale ona już by raczej nie wróciła, to nie było sensu. Za późno. 

Tak jest po prostu zabawniej. Zarabiam, a potem robię sobie wolne. Podczas pracy to tylko palę, no czasami jak jestem zmęczony to jeszcze biorę pół działki imy (pochodna metaamfetaminy) przed pracą, żeby się obudzić, a jak już sobie zarobię, wyłączam się na miesiąc albo póki nie braknie kasy. Czasami bywa też strasznie. Niektórzy zarabiają, żeby mieć, a ja żeby przeżywać. Raz wyjechałem za granicę. Myślałem, że minął jeden dzień, okazało się, że minął tydzień. Nie pamiętam, żebym cokolwiek wtedy jadł. Piłem tylko wodę i czerwoną oranżadę. Nie wiem, jakim cudem przeżyłem. Pamiętam, że ocknęło mnie to, że byłem w jakimś metrze i zbierałem śmieci z torów. Denerwowało mnie, że tam były, więc z powrotem wrzucałem je na peron. Słyszałem trąbienie, ale nie rozumiałem go. Pociąg minął mnie na centymetry. Nie wiem, jakim cudem żyje. Nie powinienem żyć. 

-Byłem po prostu ciekawy. Zawsze interesowała mnie chemia i biologia. Wiesz, że metaamfetamina ma budowę podobną do oksytocyny? Albo, że mózgi szczurów produkują DMT? A dokładnie szyszynka. W ogóle jest narkotyk, który powoduje u ludzi wzmożone wydzielanie melatoniny. Po tym do się dopiero ma sen. Dużo o tym czytałem i byłem ciekawy czy one naprawdę działają, tak jak ludzie piszą. Ogólnie jestem przeciwny narkotykom, ale nie wszystkim. Są takie, po których po prostu czujesz się lepiej, panujesz nad sobą, nie zrobisz nikomu krzywdy, albo przynajmniej tak mi się zdaje. Nigdy nie byłem od żadnego uzależniony. Brałem co jakiś czas, jak nadarzyła się okazja, dla zabawy. Co jakiś czas, to znaczy, no wiesz, raz na miesiąc biorę mniej więcej, bo potem przychodzą takie moje, no wiesz. Nudzi mi się po prostu. Czuję, że muszę się jakoś rozerwać, to biorę znowu. Czasami robiłem przez to straszne głupoty. Jest mi wstyd, gdy o tym myślę. Potrafiłem dwa tygodnie nie wychodzić z łóżka i tylko brać. 

Moja była nie mogła tego znieść. Mówiła, że ja jej umieram przynajmniej raz w miesiącu. Nie wiem, o co jej chodziło, ale ja ją naprawdę kochałem. Ona mnie też. Nie mogła mnie zostawić tak po prostu. Nigdy się nie pożegnała. Zostawiła tylko list i zabrała wszystko. Wszystkie swoje rzeczy, psa. Zniknęła, jakby jej nigdy nie było. Jakby nigdy nie mieszkała w moim domu. Czułem się taki odrealniony. Jakby ktoś mi wyciął jedną nogę i jedną rękę. Do tej pory ją widzę, jak za mocno zaćpam. Raz wylądowałem w szpitalu. Nie pamiętam już, co wtedy brałem, ale byłem pewny, że ją widzę. Grałem w coś na kompie, a ona mi mówiła „Kochanie zostaw już ten komputer, chodź do łóżka” i ja poszedłem i runąłem na materac, ale okazało się, że on nie był napompowany, więc runąłem na gołą ziemię. Złamałem nos, ale to mnie przynajmniej wyrwało z ciągu. Ona mnie wyrwała. Znaczy nie ona… Bo jej tam nie było naprawdę, ale nie mogę się od niej uwolnić. 

A nie zdarza Ci się po narkotykach czuć gorzej?

"To takie moje narko-smuteczki"

– Jak już byłam uzależniona, to po działce nie czułam się lepiej. Znaczy nie lepiej, niż normalnie, ale bez działki nie czułam się już normalnie, więc czułam się lepiej, ale tylko tak lepiej niż najgorzej. Nie byłam szczęśliwa.

– Dlaczego moja głowa tak szybko działa? Pomóż mi. Tak, brałem dzisiaj rano, ale to nie przez to. To się zaczęło znacznie wcześniej. Nie wiem kiedy. Nie sięgam tak daleko pamięcią. Wyrzuciłabyś swoje dziecko z domu, gdyby zaczęło brać? A gdyby nie chciało z tobą mieszkać?

Nie – odpowiadam. – Nie wyrzuciłabym, znalazłabym mu pomoc, ale gdyby nie chciało ze mną mieszkać, to zapewniłabym mu inne bezpieczne miejsce u rodziny, a potem poszłabym na terapię rodzinną, żeby znowu chciało ze mną mieszkać.
Chciałbym mieć taką mamę jak ty.
Nie – odpowiadam. – Nic o mnie nie wiesz. Chciałbyś tylko, żeby twoja mama cię nie wyrzuciła.
To prawda. Poza tym, jak miałbym zaufać psychologowi, który spalił popcorn? – stwierdził, zwracając mi uwagę na dymiący garnek.

-Ja się zawsze czuje źle, biorąc. Nie chcę brać, brzydzę się sobą przez to, że to robię. Ale jak nie biorę, czuję się jeszcze gorzej. Nie ma dobrego rozwiązania.

Czasami po działce się cholernie bałem. Jakbym miał zaraz umrzeć. Może za dużo się naoglądałem przedawkowań, za dużo razy uciekałem przed policją, dlatego zacząłem się narkotyków bać, ale nie wiedziałem jak przestać. Miałem wyrzuty sumienia, że wciągam w to kolejnych ludzi, jak sprzedawałem dragi nowym, więc brałem więcej, żeby je zagłuszyć.

-Zdarzało mi się, dlatego próbuję różnych. Jest taki narkotyk bogów w Tajlandii, żeby go wziąć musisz przejść przez 2-tygodniowy rytuał oczyszczania i przygotowania organizmu. Musisz też mieć swojego przewodnika, bo to jest taki sen na jawie. Jak nie masz przewodnika, możesz się zagubić i przeżyć koszmar na jawie, a nikt nie chciałby przeżyć koszmaru na jawie, prawda? Poza tym dużo zależy od tego, jak się czułeś przed wzięciem. Niektóre narkotyki działają tak, że tylko wszystko wzmacniają, więc jak byłeś szczęśliwy biorąc, to czujesz euforię, ale jak byłeś smutny, to popadasz w depresję. Czasami też zależy od tego, jacy ludzie cię otaczają. Nie tylko przy śnie na jawie warto mieć przewodnika. Gorzej, że zazwyczaj nawet po tych, które wywołują euforię, często potem miałem takiego doła, jakbym miał zaraz umrzeć. Dziwne uczucie. Bezdenny smutek, ale wydaje się być bez powodu. Ja to nazywam, takie moje narko-smuteczki.

Jak byłoby przestać?

"Z każdego koszmaru można się obudzić."

-Ona mnie wyciągnęła. Najpierw z auta pod swój dach, potem z dilerki, a na koniec z ciężkich prochów. Zapisała mnie do lekarza, dostałem proszki, bo przy wychodzeniu to miałem straszną depresję i lęki. Nie wiem, czemu zrobiła dla mnie tyle dobrego, pewnie dlatego, że kiedyś też brała, a teraz nawet trawy nie dotknie. Nie wiem, co by się ze mną stało bez niej. Ja jej nie mogłem dać nic, bo nic nie miałem, a ona dała mi wszystko.

-Po co?

-Na początku to był koszmar. Kiedyś wydawało mi się to nie do osiągnięcia. Po prostu byłam pewna, że już zawsze tę jedną dawkę będę musiała brać, że już tak zostanie. Przestałam sama. Zaczęłam od zerwania z chłopakiem, bo on był moim głównym źródłem działki. To był koszmar. Nawet najdrobniejsze rzeczy wyprowadzały mnie z równowagi. Miałam wtedy poważną próbę samobójczą. Wzięłam leki taty. Kilkukrotnie miałam płukany żołądek. Dwa dni byłam nieprzytomna. Najdziwniejsze jest to, że nawet nie jestem pewna, co mnie do tego pchnęło. Pamiętam, że coś bardzo mnie zdenerwowało i tak po prostu postanowiłam to zrobić. Nie myślałam wtedy jasno. W ogóle prawie nie myślałam. Byłam impulsywna. Po tym wyjściu ze szpitala już się ogarnęłam. Było mi lepiej. Wiedziałam, że nigdy więcej nie chcę znaleźć się w takim stanie, więc już nigdy więcej nie wzięłam. Miałam 19 lat. Z każdego koszmaru można się obudzić. 

Kto bierze?

Czasami rozmawiałam z nimi, kiedy był pod wpływem. Kilka razy pytałam ich, czy mogę opublikować te historie. Z niektórymi nigdy nie wiedziałam, czy są trzeźw, czy nie. Czasami mówili tak nieskładnie i nielogicznie, że fragmenty ich historii trzeba było wyłuskać z zagmatwanych zdań, jak wyłuskuje się słonecznik. W takich momentach mówiłam „Hej, hej, hej, zaczekaj. Znowu nie mówisz w moim języku”, ale on patrzył na mnie wtedy z bezkresnym smutkiem. Chciał być zrozumiany, a ja go nie rozumiałam. Jego oczy krzyczały „Nie, to ty nie mówisz w moim”. To ja nie nadążałam, za jego szybkimi myślami. Ja zostawałam w tyle. W jego oczach. I w pewnym sensie on znowu zostawał sam.

Znałam też takich, którzy brali dużo i często. Czasami nawet przy naszych wspólnych znajomych i każdy widział, patrząc na nich, że są pod wpływem, ale przy mnie udawali, że nie biorą i nie chcieli się przyznać. Nazywali mnie „porządną dziewczyną”, przy takiej czasami ciężko jest przyznać się do takich rzeczy. Chcieli być lubiani, akceptowani, jak my wszyscy i bali się, że jak się przyznają, to ja ich wykluczę, skreślę. Nie chciałam ich płoszyć, więc nie mówiłam, że wiem.

Wszyscy, których poznałam, byli dobrymi ludźmi. Pomocni, troskliwi, chcieli być lubiani, zrozumiani, kochani, akceptowani, jak każdy. Pomagali mi w domu, albo gotowali dla wszystkich. Przejmowali się twoim smutkiem, pytli jak mogą pomóc. Czasami wyrażali sympatię, ale nie wprost. Na zewnątrz musieli udawać twardzieli. W ich towarzystwie twardziele byli bezpieczniejsi. Nie mówili ci więc, że lubią. Ale zabijali osę, która cię użądliła, rzucając przy tym na nią taką wiązankę, że nikt by się takiej nie powstydził, albo przestawiali twój rower, kiedy zaczynało padać, żeby ci nie mókł.

Pamiętam, jak od progu było słuchać ciężki rap, który aż trząsł ścianami, ale kiedy puszczałam wolne, spokojne polskie piosenki, jak Kwiat Jabłoni, Domowe Melodie, Marcelinę czy Happysad, jeden z nich słuchał i mówił „Czemu nie mówiłaś, że masz taki fajny gust? A ja tu takie rapsy puszczam”. Jego ulubioną piosenką było ,,Miasto słońca” Eldo, ale jak usłyszał cover Kwiatu Jabłoni, to stwierdził krótko „To mi się bardziej podoba”. To  dlaczego tego nie puszczasz? – zapytałam. Przestań. Co by chłopacy pomyśleli?” – odpowiedział i zaczął się śmiać. „Ale to, co puszczam na słuchawkach to już inna sprawa” – dodał i wyznał mi, że uwielbia Myslovitz i Strachy na Lachy.

Tak naprawdę wpaść w nałóg może każdy. Nie ma jednego “typu” ludzi, którzy się uzależniają. Jedyne, co ich łączy to problemy, z którymi ciężko im sobie poradzić. 

Uzależnienie to objaw

„Uzależnienie to choroba duszy."

Każdy z nich z osobna i wszyscy razem nauczyli mnie, że pod powierzchnością, przechwalaniem się kto, co i ile wziął i co po tym robił, pod spodem kryją się ludzie o wielu ranach, niespełnionych potrzebach, poniewierani przez los, skrzywdzeni przez najbliższych, opuszczeni, odrzuceni, samotni.

Nikt nie sięga po narkotyki bez powodu. Uzależnienie to nie jest choroba sama w sobie, to nie powód, to objaw. Objaw choroby, która dręczy ich od środka, dużo głębiej, czasami zaczynająca się dużo wcześniej. Dramat uzależnienia polega na tym, że za pierwszym razem bierzesz po to, żeby być szczęśliwszym, a potem bierzesz, żeby przestało cię boleć i już nie możesz przestać. Większość osób nie da rady wyjść z uzależnienia sama. Dla wielu jest to wręcz śmiertelnie niebezpieczne i potrzebna jest medyczna pomoc podczas detoksu narkotykowego. Niektórzy dosłownie mogą umrzeć, jeśli z dnia na dzień postanowią przestać. Tak naprawdę trzeba pamiętać, że to nie uzależnienie jest problemem, tylko to, co je wywołało. Więc jeśli kiedyś natkniesz się na swojej życiowej ścieżce z kimś, kto korzysta z używek, nie skreślaj go od razu. Popatrz na niego. Na osobę, która stoi za etykietką „narkoman”. Kto wie, może się nawet polubicie. Może będziesz mieć szansę jej wysłuchać. Może jego historia cię zaskoczy. Poza braniem, oni mają jeszcze swoje życie, swoje marzenia, swoje ulubione piosenki, filmy, miejsca na świecie. Świat się nie kończy u nich na narkotykach – zobaczmy, co jeszcze widzą. Otwórz oczy. Przed Tobą stoi człowiek. On ma Ci wiele do opowiedzenia. 

Więcej w temacie... Polecam!
  • “Pamiętnik Narkomanki” -Autobiografia, w której ze szczegółami autorka opisała, jak wygląda przeciętny dzień nastolatki, która zboczyła na boczny tor. Opisała emocje, myśli i sekrety młodej dziewczyny, która zdobyła się na odwagę. Podjęła heroiczną walkę z uzależnieniem. Następnie postanowiła poświęcić swoje życie uświadamianiu innych ludzi i udzielaniu pomocy tym, którzy zbłądzili. (opis ze strony). Czytałam ją dawno temu, ale myślę, że pięknie pokazuje, jaka historia może stać za ludźmi okół nas i jak wiele można osiągnąć, nawet jeśli czujemy się na dnie. 
  • Hera moja miłość” – pierwsza część 3 tomowej powieści. Nie opiszę jej lepiej niż sama autorka – Najgorsze, że ta historia zdarzyła się naprawdę. Przeczytałam jej krótki opis od tej pory prześladuje mnie nocami. Nie uwolnię się od niej, póki jej sobie nie wyobrażę w najdrobniejszych szczegółach. Póki Wam jej nie opowiem. Składam ten świat po kawałku, ponieważ lustro, w którym się kiedyś odbijał, rozsypało się w drobny mak. Bo wystarczy, że zabraknie jednego kawałka puzzli, a obraz nigdy nie będzie kompletny.
    Długo się zastanawiałam, jaka powinna być ta książka. Odpowiedź znalazłam podczas rozmowy z pewnym narkomanem. Zdradzał mi bez oporów rozmaite szczegóły, związane z ćpaniem, lecz gdy spytałam go o dom, okazało się, że „tego tematu poruszać nie będziemy”. Zdecydowałam się wówczas opowiedzieć o tym, co zwykło być milczeniem.
  • Requiem dla snu” – Totalny klasyk w kontekście uzależnienia, który pokazuje całą drogę od startu do tragicznych skutków brania narkotyków przez 4 młodych znajomych. 
  • 6 balonów” – Netflixsowy film o uzależnieniu od heroiny – dramatyczny, piękny i wzruszający. 
  • Euforia” – serial dostępny na HBO GO. Nie spotkałam do tej pory lepszej produkcji pokazującej świat wysoko funkcjonującej, uzależnionej nastolatki. Na prawdę osobami uzależnionymi może stać się każdy. Serial porusza różne problemy dotyczące nastolatków w autentyczny i dobitny sposób. 

Przede wszystkim polecam tylko pozycje sprawdzone! To znaczy takie, które przeczytałam i uznałam za wartościowe.

Nie lecę tutaj w kulki i nie wklejam czego popadnie. Nie chcę marnować waszego czasu i pieniędzy, dlatego też dodaję krótki opis, czego dotyczy dana pozycja. 

Nie musisz od razu kupować książek – wiele z nich dostępnych jest w bibliotekach publicznych, możesz też zajrzeć do czytelni naukowych albo popytać znajomych 😉 

Kupując z linków, wspierasz moją działalność – w większości są to tzw. linki afiliacyjne, nie oznacza to, że ktoś zapłacił mi za umieszczenie ich na stronie, ale za każdą osobę, która kupi przedmioty z linku, dostanę kilka (zazwyczaj koło 5) procent zysków – to tak jakbyś postawił mi wirtualną herbatę! 

Jeżeli jednak wolisz skorzystać ze swoich sprawdzonych dostawców – nie krępuj się! Ja sama wiele razy wyszukiwałam różne przedmioty, byleby znaleźć je taniej! Takie uroki życia studenta 😉 

Zostańmy w kontakcie

Zapisz się na Newsletter!

Nie bój się, nie zasypię twojej skrzynki codziennymi mailami. Maile wysyłam raz, na początku miesiąca, żeby dać znać, co zmienia się na blogu i jakie ciekawe treści na niego trafiły. W ten sposób masz pewność, że nic cennego Cię nie ominie. To trochę jak prenumerata magazynu psychologicznego 😉
* Pola Wymagane
Najnowsze na blogu
Selfcare

Selfcare to nie tylko moda – Potęga miłości do samych siebie

Selfcare to wszystkie działania, które podejmujemy na rzecz poprawy własnego zdrowia i samopoczucia. Dlaczego staje się kluczem sukcesu?
Uzależnienie

Uzależnienie od narkotyków – wycinki rozmów z osobami uzależnionymi

Dlaczego ludzie sięgają po narkotyki? Kiedy zaczynają? Kim są ludzie, którzy biorą? Co im to daje? Dlaczego nie przestają? - usłysz, co miała do powiedzenia garstka uzależnionych i przekonaj się, czy są to ludzie tak bardzo różni od Ciebie.
kemping

Kim chciałbyś być za 5 lat?

Moje osobiste rozważania na temat tego, kim chciałabym się stać i czego teraz mi brakuje, o tożsamości, więzi, bliskich, pracy i pragnieniach.

Hej! Tu Gabi

Jestem studentką psychologii, która pasjonuje się tym, jak wiedzę zdobytą na studiach można wykorzystać w codziennym życiu i tym właśnie dziele się tutaj.

Wierzę, że wiedza psychologiczna może nam pomóc lepiej się nawzajem rozumieć i pokonywać codzienne trudności. Czytaj mój blog i podnoś swoje Psychologiczne IQ, aby i twoje życie mogło stać sie bardziej zrozumiałe, poukładane i szczęśliwe! 

Miłej Lektury,
Gabi

Zostańmy w kontakcie

Zapisz się na Newsletter!

Nie bój się, nie zasypię twojej skrzynki codziennymi mailami. Maile wysyłam raz, na początku miesiąca, żeby dać znać, co zmienia się na blogu i jakie ciekawe treści na niego trafiły. W ten sposób masz pewność, że nic cennego Cię nie ominie. To trochę jak prenumerata magazynu psychologicznego 😉
* Pola Wymagane

Teamty na blogu

Social Media
Dwa oblicza bloga
Kontakt
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
trackback

[…] Uzależnienie od narkotyków – wycinki rozmów z osobami uzależnionymi […]

trackback

[…] Wyjaśnienia […]

trackback

[…] Ocena […]

trackback

[…] Wyjaśnienie […]

4
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x